W cieniu teściowej: Dziennik polskiej synowej o cierpliwości, gniewie i rodzinnych granicach

– Znowu nie posoliłaś ziemniaków, Marto. – Głos pani Haliny, mojej teściowej, rozbrzmiewał w kuchni jak syrena alarmowa. Stałam przy zlewie, z dłonią zaciśniętą na ściereczce, i czułam, jak złość powoli rozlewa się po moim ciele. Mój mąż, Tomek, siedział przy stole, wpatrzony w ekran telefonu, jakby nie słyszał ani jej, ani mnie.

To był zwykły poniedziałek, ale dla mnie każdy dzień w tym trzypokojowym mieszkaniu na Ursynowie był jak pole bitwy. Kiedy przeprowadziłam się do Tomka po ślubie, myślałam, że to tylko na chwilę, dopóki nie uzbieramy na własne mieszkanie. Minęły trzy lata. Trzy lata, podczas których nauczyłam się, że w tej rodzinie nie ma miejsca na moje zdanie, moje przyzwyczajenia, a nawet moje smaki. Pani Halina miała swoje zasady, swoje rytuały i swoje oczekiwania. A ja? Ja miałam tylko nadzieję, że kiedyś się to zmieni.

– Może byś w końcu nauczyła się gotować, skoro już tu mieszkasz – dodała teściowa, nie patrząc na mnie, tylko na Tomka, jakby to on miał mi przekazać jej słowa. Tomek wzruszył ramionami, nie odrywając wzroku od telefonu. – Daj spokój, mamo, przecież Marta się stara – mruknął, ale w jego głosie nie było ani wsparcia, ani czułości. Raczej znużenie, jakby miał już dość tej samej rozmowy.

Wyszłam z kuchni, zanim łzy zdążyły napłynąć mi do oczu. Zamknęłam się w łazience, oparłam czoło o zimne kafelki i próbowałam złapać oddech. Ile jeszcze wytrzymam? Ile razy jeszcze pozwolę, żeby ktoś decydował za mnie, jak powinnam żyć, gotować, sprzątać, rozmawiać z własnym mężem?

Wieczorem, kiedy leżeliśmy z Tomkiem w łóżku, zebrałam się na odwagę. – Tomek, musimy pogadać. Ja już nie daję rady. Twoja mama… – Nie dokończyłam, bo on już przewracał się na bok, wzdychając ciężko. – Marta, nie zaczynaj znowu. Wiesz, że nie mamy wyjścia. Mama jest sama, nie damy rady jej zostawić. Poza tym, przecież nie jest tak źle. – Nie jest tak źle? – powtórzyłam w myślach, czując, jak coś we mnie pęka. Dla niego to nie był problem. On był jej synem, jej oczkiem w głowie. Ja byłam tylko dodatkiem, kimś, kto miał się dostosować.

Następnego dnia, kiedy wróciłam z pracy, pani Halina już czekała w przedpokoju. – Znowu zostawiłaś buty na środku. Ile razy mam ci powtarzać, żebyś odkładała je do szafki? – Jej ton był ostry, nieznoszący sprzeciwu. – Przepraszam – powiedziałam cicho, choć w środku miałam ochotę krzyknąć. Ale nie krzyczałam. Nigdy nie krzyczałam. Bałam się, że jeśli podniosę głos, wszystko się rozpadnie. Że Tomek stanie po stronie matki, a ja zostanę sama.

Wieczorami pisałam do przyjaciółki, Kasi. – Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam. Czuję się, jakbym mieszkała w cudzym domu, jakbym była intruzem. – Marta, musisz postawić granice. Inaczej ona nigdy cię nie zaakceptuje – odpisywała Kasia. Ale jak postawić granice, kiedy nie ma się gdzie uciec? Kiedy każdy kąt tego mieszkania przypomina ci, że jesteś tu tylko gościem?

W piątek wieczorem, kiedy Tomek wrócił późno z pracy, a ja siedziałam sama w kuchni, pani Halina weszła bez pukania. – Wiesz, Marta, ja też kiedyś byłam synową. Ale ja szanowałam swoją teściową. Nie robiłam problemów, nie narzekałam. Może powinnaś się czegoś nauczyć od starszych? – Jej słowa były jak cios. – Może powinna pani pozwolić mi być sobą – odpowiedziałam cicho, pierwszy raz od dawna próbując się bronić. – Co powiedziałaś? – Jej oczy zwęziły się, a ja poczułam, jak serce bije mi szybciej. – Nic, przepraszam – wycofałam się, bojąc się własnej odwagi.

W nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, słysząc ciche chrapanie Tomka i odgłosy telewizora z pokoju teściowej. Myślałam o tym, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy mieli własne mieszkanie. Gdyby Tomek potrafił powiedzieć matce „dość”. Gdyby ja potrafiła powiedzieć „dość”.

W sobotę rano, podczas śniadania, atmosfera była gęsta jak śmietana. Pani Halina patrzyła na mnie z wyższością, Tomek udawał, że nie widzi problemu. – Może byście w końcu pomyśleli o dziecku? – rzuciła nagle teściowa. – W waszym wieku to już najwyższy czas. – Zamarłam. Tomek spojrzał na mnie zaskoczony, jakby pierwszy raz usłyszał to pytanie. – Mamo, daj spokój – powiedział cicho, ale ona już zaczęła wyliczać, ile lat miała, kiedy urodziła jego, ile lat miały jej koleżanki, kiedy zostały babciami. Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam dziecka w tym domu. Nie chciałam, żeby moje dziecko dorastało w cieniu tej kobiety, w atmosferze wiecznej krytyki i braku zrozumienia.

Po śniadaniu wyszłam na spacer. Szłam bez celu, mijając bloki, place zabaw, sklepy spożywcze. W głowie miałam tylko jedno pytanie: czy to jest moje życie? Czy naprawdę na to zasługuję? Czy miłość do Tomka jest warta tego wszystkiego?

Wieczorem, kiedy wróciłam, Tomek czekał na mnie w kuchni. – Marta, musimy pogadać. Mama mówi, że jesteś dla niej nieuprzejma. Że nie szanujesz jej zasad. – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – A ty? Co ty o tym myślisz? – zapytałam, czując, jak głos mi drży. – Ja… nie wiem. Chcę, żebyście się dogadały. Nie chcę wybierać między wami. – Ale przecież już wybrałeś – powiedziałam cicho. – Każdego dnia wybierasz ją. Każdego dnia zostawiasz mnie samą.

Tomek milczał. W jego oczach widziałam strach, niepewność, może nawet żal. Ale nie widziałam miłości. Nie tej, którą czułam na początku. Nie tej, dla której byłam gotowa znieść wszystko.

Tej nocy podjęłam decyzję. Spakowałam kilka rzeczy, napisałam Tomkowi krótką wiadomość: „Muszę odpocząć. Jadę do Kasi. Potrzebuję czasu dla siebie.” Wyszłam z mieszkania, czując ulgę i strach jednocześnie. Ulgę, że w końcu zrobiłam coś dla siebie. Strach, że może już nie wrócę.

Siedząc u Kasi na kanapie, z kubkiem herbaty w dłoniach, zastanawiałam się, ile jeszcze kobiet w Polsce żyje w cieniu swoich teściowych. Ile z nas boi się postawić granice, bojąc się, że straci wszystko? Czy naprawdę musimy wybierać między sobą a rodziną męża? Czy miłość zawsze musi oznaczać poświęcenie?

Może czasem trzeba odejść, żeby odnaleźć siebie. Może czasem trzeba powiedzieć „dość”, zanim będzie za późno. Czy miałam prawo postawić siebie na pierwszym miejscu? Czy Tomek kiedyś to zrozumie? Czy ja sama zrozumiem, czego naprawdę chcę?