Nasza rocznica została odwołana, by pomóc teściowej – a ona nas zdradziła

– Arleta, musimy porozmawiać – głos Bartka drżał, kiedy wrócił do domu. Siedziałam już spakowana, walizka stała przy drzwiach, a na stole leżały bilety do Lizbony. Pięć lat razem, nasza pierwsza taka podróż, wymarzona rocznica. Widziałam, że coś jest nie tak.

– Co się stało? – zapytałam, czując, jak serce zaczyna mi walić.

Bartek usiadł naprzeciwko mnie, spuścił głowę. – Mama… Ona zadzwoniła. Jest w strasznych tarapatach. Ma długi, grożą jej komornikiem. Prosiła, żebyśmy jej pomogli.

Zamarłam. Jego mama, pani Halina, od zawsze była trudna. Po śmierci teścia coraz częściej dzwoniła do Bartka z problemami, ale nigdy nie prosiła o pieniądze.

– Ile potrzebuje? – zapytałam cicho, choć już wiedziałam, co to oznacza.

– Wszystko, co mamy na koncie. Wtedy uniknie komornika. – Bartek nie patrzył mi w oczy.

Wiedziałam, że nie mogę go postawić przed wyborem: ja albo jego matka. Przez chwilę miałam nadzieję, że może znajdziemy inne rozwiązanie, ale Bartek był zdeterminowany.

– Kochanie, to nasza rocznica… – szepnęłam, a łzy napłynęły mi do oczu.

– Wiem, Arleta. Ale ona nie ma nikogo poza nami. Obiecuję, że kiedyś to nadrobimy.

Z bólem serca zadzwoniłam do biura podróży i odwołałam wyjazd. Straciliśmy część pieniędzy, resztę przelaliśmy Halinie. Przez kilka dni nie mogłam spać. Czułam się okradziona z marzeń, ale próbowałam sobie tłumaczyć, że rodzina jest najważniejsza.

Minęły dwa tygodnie. Bartek codziennie dzwonił do mamy, pytał, jak się czuje. Halina była wdzięczna, zapewniała, że wszystko się ułożyło. Ale coś mi nie pasowało.

Pewnego dnia, wracając z pracy, zobaczyłam Halinę w kawiarni na rynku. Siedziała z jakimś mężczyzną, śmiała się, zamawiała kolejne ciastka i kawy. Wyglądała na szczęśliwą, jakby nie miała żadnych problemów.

Zadzwoniłam do Bartka. – Twoja mama jest w kawiarni, wygląda na bardzo zadowoloną.

– Może świętuje, że udało się uniknąć komornika? – próbował żartować, ale czułam, że coś jest nie tak.

Wieczorem nie mogłam zasnąć. W głowie kołatały mi się pytania. Czy naprawdę była w takiej potrzebie? Czy nie powinniśmy sprawdzić, na co poszły nasze pieniądze?

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Haliną. Pojechałam do niej bez zapowiedzi. Otworzyła mi drzwi w nowej sukience, w mieszkaniu pachniało świeżo upieczonym ciastem.

– Arleta! Co za niespodzianka! – uśmiechnęła się szeroko.

– Chciałam zapytać, jak się pani czuje. Bartek bardzo się martwił.

– Och, już wszystko dobrze, kochanie. Dzięki wam mogłam się pozbyć tych wszystkich zmartwień.

– A długi? Komornik? – zapytałam wprost.

Halina na chwilę zamarła, ale szybko odzyskała rezon. – Już po wszystkim.

Nie dawało mi to spokoju. Zaczęłam rozmawiać z sąsiadką Haliny, panią Zofią.

– Długi? – zdziwiła się. – Halina? Przecież ona od lat nie ma żadnych kredytów. Ostatnio nawet chwaliła się, że wygrała na loterii i kupiła sobie nowy telewizor.

Zrobiło mi się niedobrze. Wróciłam do domu i opowiedziałam Bartkowi, co usłyszałam. Najpierw nie chciał wierzyć. – Może sąsiadka się myli? – próbował się bronić.

Ale kiedy zaczęliśmy sprawdzać rachunki Haliny, okazało się, że nie było żadnych przelewów do komornika, żadnych spłat. Za to pojawiły się zakupy w drogich sklepach, wycieczka do spa, restauracje.

Bartek był w szoku. – Jak mogła nam to zrobić? – powtarzał w kółko.

Zadzwonił do mamy. – Mamo, musimy porozmawiać. Powiedz mi prawdę. Czy naprawdę miałaś długi?

Halina najpierw się oburzyła, potem zaczęła płakać. – Chciałam tylko trochę radości w życiu! Wy zawsze macie swoje plany, wyjazdy, a ja siedzę sama w domu!

– Ale okłamałaś nas! – Bartek był blady jak ściana. – Oddaliśmy ci wszystkie oszczędności!

– Myślałam, że nie zrozumiecie, jak bardzo jestem samotna… – szlochała Halina.

Wróciliśmy do domu w milczeniu. Przez kolejne dni nie rozmawialiśmy z Haliną. Bartek był rozdarty – z jednej strony czuł się zdradzony, z drugiej żal mu było matki. Ja czułam głównie złość i rozczarowanie.

W pracy nie mogłam się skupić, w nocy nie spałam. Nasza rocznica minęła bez świętowania, bez wspomnień, które miały być tylko nasze. Zamiast tego zostaliśmy z pustym kontem i poczuciem, że zostaliśmy wykorzystani.

Bartek próbował naprawić sytuację. – Może pojedziemy gdzieś na weekend, choćby do Zakopanego? – zaproponował.

– To nie to samo – odpowiedziałam. – Nie chodzi o wyjazd, tylko o zaufanie. O to, że twoja mama nas okłamała, a ty jej uwierzyłeś bez wahania.

– Przepraszam, Arleta. Chciałem dobrze.

– Ja też chciałam dobrze. Ale czasem mam wrażenie, że zawsze będziemy na drugim miejscu.

Minęły tygodnie, zanim zaczęliśmy znowu rozmawiać o przyszłości. Halina próbowała się tłumaczyć, przepraszała, ale nie potrafiłam jej wybaczyć. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będę w stanie jej zaufać.

Czasem patrzę na zdjęcia z naszych poprzednich rocznic i zastanawiam się, czy warto było poświęcić własne szczęście dla kogoś, kto nie potrafił tego docenić. Czy rodzina naprawdę zawsze powinna być na pierwszym miejscu, nawet jeśli rani? Czy można odbudować zaufanie, gdy raz zostało tak brutalnie złamane?