Przy studni: Opowieść o sile, rodzinie i sekretach

Zimny poranek w czerwcu. Palce miałam sztywne od chłodu, kiedy z mozołem podnosiłam wiadro ze studni. Drewniane ucho skrzypiało, a ja czułam, jakby ten dźwięk rozcinał ciszę całej wsi. Woda była lodowata, przejrzysta – świętość, której nikt nie śmiałby zbezcześcić. Przekroczyłam siedemdziesiątkę, a mimo to codziennie szłam tą samą ścieżką między polami. Mówili: „Pani Halino, po co się tak męczyć?” Ale ja nie słuchałam. Zawsze byłam uparta jak osioł.

Tego dnia jednak coś było inaczej. Przy studni stał mój syn – Paweł. Nie widziałam go od miesięcy. Oparł się o płot, ręce w kieszeniach, wzrok wbity w ziemię. Zawsze był zamknięty w sobie, ale dziś czułam w powietrzu napięcie, jakby zaraz miała spaść burza.

– Czego chcesz? – zapytałam ostro, zanim zdążyłam się powstrzymać.

– Przyszedłem pogadać – odpowiedział cicho.

Wiedziałam, że to nie będzie zwykła rozmowa. Paweł nigdy nie przychodził bez powodu. Ostatni raz widzieliśmy się na pogrzebie jego ojca, mojego męża. Od tamtej pory między nami była cisza – ciężka, lepka jak smoła.

– To chodź do domu – rzuciłam i ruszyłam przed siebie, niosąc wiadro z wodą. Słyszałam za sobą jego kroki.

W kuchni pachniało kawą i starym chlebem. Usiadł naprzeciwko mnie, spuścił głowę.

– Mama… – zaczął i zamilkł.

– No mówże wreszcie! – nie wytrzymałam.

– Sprzedaj dom. Przeprowadź się do mnie do miasta. Tu już nie dasz rady sama.

Zamarłam. To było jak policzek. Ja? Do miasta? Do bloku? Bez ogrodu, bez tej ziemi, którą uprawiałam całe życie?

– Nigdy! – krzyknęłam. – Tu jest mój dom! Tu wszystko pamięta twojego ojca, moją młodość…

Paweł westchnął ciężko.

– Mama, tu już nie ma życia. Wszyscy wyjechali. Zostaniesz sama…

– Sama? – przerwałam mu. – Mam sąsiadów! Mam swoje kury!

– Kury ci nie pomogą, jak zachorujesz – powiedział gorzko.

Poczułam łzy pod powiekami, ale nie dałam im upaść. Nie przy nim.

– Wiesz co? Ty zawsze wszystko wiesz lepiej! – syknęłam.

Wstał gwałtownie.

– Próbuję ci pomóc! Ale ty nigdy nie słuchasz!

Trzasnął drzwiami i wyszedł. Zostałam sama przy stole, z dłońmi zaciśniętymi na kubku kawy. Przez okno widziałam, jak idzie przez podwórko, skulony, jakby niósł na plecach cały świat.

Wieczorem przyszła sąsiadka, pani Irena.

– Halina, co się stało? Syna widziałam…

Opowiedziałam jej wszystko. Siedziałyśmy długo w ciszy.

– Może on ma rację? – powiedziała w końcu cicho. – Sama tu nie dasz rady wiecznie…

Popatrzyłam na nią ze złością.

– Ty też przeciwko mnie?

– Nie przeciwko… Ale czasem trzeba odpuścić.

Nie spałam tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, słuchałam tykania zegara i myślałam o Pawle. O tym, jak był mały i biegał po podwórku z kijem udającym szablę. O tym, jak płakał po śmierci ojca i jak zamknął się w sobie na długie lata.

Rano poszłam do studni wcześniej niż zwykle. Mgła snuła się nad polami. Przy studni stała młoda dziewczyna – Zosia z sąsiedztwa.

– Dzień dobry pani Halino! Pomóc pani?

Uśmiechnęła się szeroko i zanim zdążyłam zaprotestować, chwyciła wiadro.

– Wie pani… Ja bym nie chciała mieszkać w mieście. Tam ludzie są tacy obcy…

Patrzyłam na nią i nagle poczułam ukłucie żalu. Może Paweł miał rację? Może naprawdę już nie dam rady?

Tydzień później Paweł wrócił. Tym razem przyszedł z żoną i wnuczką – małą Marysią.

– Babciu! – krzyknęła Marysia i rzuciła mi się na szyję.

Serce mi zmiękło. Patrzyłam na nich troje i wiedziałam już, że muszę podjąć decyzję.

Wieczorem usiedliśmy razem przy stole. Paweł patrzył na mnie wyczekująco.

– Synu… – zaczęłam drżącym głosem. – Może masz rację… Ale boję się wszystkiego zostawić…

Objął mnie ramieniem pierwszy raz od lat.

– Nie zostawiasz wszystkiego, mamo. Zabierasz naszą rodzinę ze sobą. Wspomnienia są w tobie.

Płakałyśmy razem z Marysią na kolanach. Wiedziałam już, że czas zamknąć ten rozdział życia.

Kilka tygodni później dom był pusty. Ostatni raz poszłam do studni. Dotknęłam zimnej wody i poczułam łzy na policzkach.

Czy można naprawdę zostawić za sobą całe życie? Czy dom to tylko ściany i dach? A może to ludzie są naszym domem?

Czasem myślę: czy dobrze zrobiłam? Czy można być szczęśliwym gdzie indziej? Co wy byście zrobili na moim miejscu?