Dzieci Usiadły do Kolacji: Dzień, Którego Nikt Nie Pamięta – Opowieść Matki, Która Zrobiła Wszystko, by Jej Dzieci Miały Lepiej

– Znowu zimna zupa? – zapytał z wyrzutem mój syn Bartek, odkładając łyżkę na stół. Jego siostra, Ola, nawet nie podniosła wzroku znad telefonu. Siedzieliśmy przy stole, jak co wieczór, ale tym razem cisza była gęstsza niż zwykle. W kuchni pachniało koperkiem i zmęczeniem.

Patrzyłam na nich i czułam, jak narasta we mnie żal. Przecież robiłam wszystko, co mogłam. Pracowałam na dwa etaty, żeby mieli markowe buty i nowe telefony. Odkładałam swoje marzenia na później, by im niczego nie brakowało. A teraz siedzieli naprzeciwko mnie – obcy, zamknięci w swoich światach.

– Może byście chociaż spróbowali… – zaczęłam cicho, ale Bartek już wstał od stołu.

– Nie jestem głodny – rzucił przez ramię i zniknął w swoim pokoju.

Ola westchnęła ciężko.

– Mamo, muszę jeszcze odrobić lekcje. – Jej głos był obojętny, jakby mówiła do kogoś zupełnie jej nieznanego.

Zostałam sama przy stole. Wpatrywałam się w talerze, na których stygnęła zupa pomidorowa. Przypomniałam sobie czasy, gdy dzieci były małe i każde wspólne jedzenie było świętem. Śmialiśmy się wtedy, opowiadaliśmy sobie historie z przedszkola i szkoły. Teraz każdy dzień był walką o przetrwanie – rachunki, praca, korki, zakupy. I coraz mniej rozmów.

Wieczorem usiadłam na kanapie i zaczęłam przeglądać stare zdjęcia. Bartek z pierwszym rowerem, Ola w sukience na balu przebierańców. Ich uśmiechy były wtedy szczere. Czy to ja coś zepsułam? Czy za bardzo chciałam im wszystko dać?

Telefon zadzwonił nagle. To była moja mama.

– Jak dzieci? – zapytała cicho.

– Dobrze… chyba dobrze – odpowiedziałam niepewnie.

– Pamiętaj, że czasem wystarczy być blisko. Nie wszystko da się kupić – powiedziała i rozłączyła się.

W nocy długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam przez ścianę ciche rozmowy Bartka przez komputer i muzykę sączącą się z pokoju Oli. Byli tak blisko, a jednocześnie tak daleko.

Rano znowu wszystko było w biegu. Bartek wybiegł bez śniadania, Ola zamknęła się w łazience na pół godziny. Ja po raz kolejny spóźniłam się do pracy. Szefowa spojrzała na mnie z dezaprobatą.

– Pani Aniu, musi się pani bardziej postarać – powiedziała chłodno.

Chciałam jej powiedzieć, że się staram. Że codziennie walczę o każdą minutę dla siebie i dla dzieci. Ale tylko skinęłam głową i wróciłam do papierów.

Po południu zadzwonił telefon ze szkoły Bartka.

– Pani syn miał dziś poważną rozmowę z wychowawcą. Znowu nie oddał pracy domowej i był niemiły wobec nauczycielki – usłyszałam w słuchawce.

Zamarłam. To nie był pierwszy raz. Ostatnio coraz częściej dostawałam takie telefony.

Wieczorem próbowałam porozmawiać z Bartkiem.

– Co się dzieje? – zapytałam łagodnie.

Wzruszył ramionami.

– Nic. Po prostu szkoła jest bez sensu.

– Może chcesz o czymś pogadać?

– Mamo, daj spokój – rzucił i zamknął drzwi swojego pokoju.

Ola też była dziwnie milcząca. Zauważyłam, że coraz częściej płacze po nocach, ale nie chciała mi powiedzieć dlaczego.

Czułam się bezradna jak nigdy dotąd. Przecież robiłam wszystko dobrze! Pracowałam ciężko, dbałam o dom, gotowałam obiady… Ale czy to wystarczało?

Pewnego dnia wróciłam wcześniej do domu. W kuchni siedziała Ola z podkrążonymi oczami i pustym spojrzeniem.

– Co się stało? – zapytałam delikatnie.

– Nic… Po prostu jestem zmęczona – odpowiedziała cicho.

Usiadłam obok niej i położyłam dłoń na jej ramieniu.

– Wiem, że ostatnio dużo pracuję… Może za mało ze sobą rozmawiamy? Przepraszam cię za to.

Ola spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Mamo… ja czasem czuję się taka samotna… Bartek mnie nie słucha, ty ciągle jesteś w pracy… Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio coś razem robiliśmy.

Zatkało mnie. Przecież wszystko robiłam dla nich! Ale może właśnie przez to straciłam to, co najważniejsze?

Wieczorem zebrałam się na odwagę i zaprosiłam dzieci do stołu.

– Chciałabym, żebyśmy dzisiaj po prostu porozmawiali. Bez telefonów, bez pośpiechu… Może opowiecie mi o swoim dniu?

Bartek spojrzał na mnie podejrzliwie, ale usiadł. Ola też przyszła i usiadła naprzeciwko mnie.

Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Potem Ola zaczęła mówić o szkole, Bartek o swoim ulubionym youtuberze. Słuchałam ich uważnie i po raz pierwszy od dawna poczułam ciepło w sercu.

To był mały krok, ale wiedziałam, że muszę zrobić ich więcej. Musiałam nauczyć się być nie tylko matką-zarządcą, ale też matką-przyjaciółką.

Dziś wiem jedno: można dać dzieciom wszystko – pieniądze, ubrania, gadżety – ale jeśli zabraknie czasu i uwagi, zostaje tylko pustka przy stole.

Czasem zastanawiam się: czy można odzyskać to, co się utraciło? Czy wystarczy po prostu zacząć rozmawiać? A może już za późno?