„Dość tego!” – Jak nauczyłam się mówić NIE i odzyskałam własne życie
– Znowu ktoś śpi na twojej kanapie? – zapytała mama przez telefon, a w jej głosie wyczułam niepokój. Stałam przy oknie, patrząc na szare, kwietniowe niebo nad Warszawą. W moim salonie rozkładana sofa uginała się pod ciężarem plecaków i śpiworów. Z kuchni dobiegał zapach przypalonej kawy i śmiech – tym razem należał do Magdy i jej chłopaka, którzy „na chwilę” wpadli do mnie… trzy dni temu.
Zawsze byłam tą, która nie umie odmówić. „Ola, mogę u ciebie przenocować? Ola, pożyczysz mi trochę pieniędzy? Ola, pomożesz z przeprowadzką?” – te pytania słyszałam częściej niż własne myśli. W liceum byłam klasową powierniczką, na studiach – wsparciem dla wszystkich zagubionych dusz. Ale nikt nie pytał, czy ja mam siłę, czy mam ochotę. Nawet własna rodzina traktowała mnie jak kogoś, kto zawsze „da radę”.
Pamiętam, jak pierwszy raz poczułam się naprawdę zmęczona. To było po śmierci taty. Mama zamknęła się w sobie, brat wyjechał do Anglii, a ja zostałam z mieszkaniem po dziadkach i całą odpowiedzialnością na głowie. Wtedy właśnie zaczęły się wizyty znajomych. Najpierw Basia – „tylko na weekend”, potem Paweł po rozstaniu z dziewczyną, potem jeszcze ktoś… W końcu przestałam liczyć.
– Ola, masz coś do jedzenia? – Magda weszła do kuchni w mojej piżamie. – Bo Tomek jest głodny.
Zacisnęłam zęby. W lodówce zostały tylko jajka i stary ser. Znowu musiałam zrobić zakupy. Znowu za własne pieniądze.
Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra cioteczna, Anka.
– Słyszałam, że masz wolny pokój. Mogę wpaść na kilka dni? U mnie remont.
– Anka… – zaczęłam niepewnie.
– Ola, no proszę cię! Przecież zawsze wszystkim pomagasz!
Zawahałam się. Chciałam powiedzieć „nie”, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
Następnego dnia wróciłam z pracy i zobaczyłam, że Magda z Tomkiem zaprosili jeszcze dwie osoby. Wszędzie walizki, butelki po piwie, brudne talerze. Mój dom przestał być moim domem.
Wtedy coś we mnie pękło.
– Słuchajcie! – podniosłam głos pierwszy raz od miesięcy. – To nie jest hostel! Mam dość! Chcę być sama!
Zapadła cisza. Magda spojrzała na mnie jak na wariatkę.
– Ola, co ci się stało?
– Stało mi się życie! – krzyknęłam. – Chcę odpocząć we własnym domu!
Tomek wzruszył ramionami.
– Spoko, jak nie chcesz pomagać ludziom, to powiedz od razu.
Poczułam łzy pod powiekami, ale nie dałam im upaść.
– Proszę was, wyjdźcie jutro rano. Potrzebuję przestrzeni dla siebie.
Noc była ciężka. Leżałam na łóżku i słyszałam szepty z salonu:
– Ola chyba ma jakieś problemy psychiczne…
– No tak, zawsze była trochę dziwna…
Rano wyszli bez słowa. Zostawili po sobie bałagan i pustkę.
Przez kilka dni nikt się nie odzywał. Telefon milczał. Nawet mama była chłodna:
– Ola, nie przesadzasz? Ludzie cię potrzebują…
– A kto mnie potrzebuje? – zapytałam cicho.
W pracy byłam rozkojarzona. Szefowa zwróciła mi uwagę:
– Ola, co się dzieje? Zawsze byłaś taka pomocna…
Zaczęłam się zastanawiać: czy naprawdę jestem coś warta tylko wtedy, gdy spełniam oczekiwania innych?
Wieczorami płakałam w poduszkę. Czułam się winna i samotna. Ale pierwszy raz od dawna miałam ciszę wokół siebie. Zaczęłam czytać książki, gotować tylko dla siebie, chodzić na długie spacery po Saskiej Kępie.
Po tygodniu zadzwoniła Anka:
– No dobra, obraziłaś się? Przecież to tylko kilka dni…
– Anka, nie mogę już tak żyć – powiedziałam spokojnie. – Potrzebuję własnej przestrzeni.
– Ale przecież jesteśmy rodziną!
– Właśnie dlatego muszę postawić granice.
Rozłączyła się bez słowa.
W pracy koleżanki zaczęły mnie omijać szerokim łukiem. Ktoś rzucił pod nosem:
– Ola już nie taka miła jak kiedyś…
Zaczęłam chodzić na terapię. Psycholożka powiedziała mi coś ważnego:
– Ola, twoje „nie” jest równie ważne jak twoje „tak”.
Powoli uczyłam się żyć inaczej. Nie odbierać każdego telefonu, nie odpowiadać na każdą prośbę. Czasem czułam się okrutna. Czasem chciało mi się wrzeszczeć ze strachu przed samotnością.
Ale pewnego dnia obudziłam się i poczułam… spokój. Mój dom był czysty i cichy. Na stole stała kawa tylko dla mnie.
Po kilku miesiącach Magda napisała SMS-a:
„Wybacz, przesadziłam. Tęsknię za tobą.”
Odpisałam: „Możemy się spotkać na mieście.”
Niektórzy znajomi odeszli na zawsze. Rodzina długo nie rozumiała mojej decyzji. Ale ja pierwszy raz w życiu poczułam się wolna.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy naprawdę trzeba było aż tyle bólu, żeby nauczyć się mówić NIE? A wy – kiedy ostatni raz postawiliście siebie na pierwszym miejscu?