Moja córka ogłasza zaręczyny z moim rówieśnikiem – historia, która rozdarła naszą rodzinę
– Mamo, muszę ci coś powiedzieć – głos Zuzanny drżał, gdy wchodziła do kuchni, gdzie siedziałam z kubkiem kawy. Był ranek po jej osiemnastych urodzinach. Wciąż czułam w powietrzu zapach tortu i śmiech gości, choć w mojej głowie już wtedy czaił się niepokój.
Spojrzałam na nią uważnie. Miała na sobie jeszcze piżamę w niebieskie gwiazdki, ale jej oczy były poważne jak nigdy wcześniej. – Co się stało? – zapytałam, próbując ukryć drżenie w głosie.
– Zaręczyłam się – wypaliła. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Zaręczyny? Moja mała Zuza? Przecież dopiero wczoraj tuliłam ją do snu, śpiewałam kołysanki i obiecywałam, że zawsze będę przy niej.
– Z kim? – wydusiłam w końcu, czując jak serce wali mi w piersi.
– Z Markiem – odpowiedziała cicho.
Marek. Mój rówieśnik. Człowiek, z którym chodziłam do liceum, który przez lata był naszym sąsiadem i przyjacielem rodziny. Marek, który jeszcze niedawno pomagał mi naprawić cieknący kran i z którym żartowałam o starzejących się kolanach.
– To jakiś żart? – zapytałam, choć już wiedziałam, że nie.
Zuza spojrzała na mnie z determinacją. – Kocham go, mamo. On mnie rozumie jak nikt inny.
W tej chwili poczułam, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Próbowałam sobie przypomnieć wszystkie te chwile, kiedy Marek był u nas na obiedzie, kiedy rozmawiał z Zuzą o książkach i muzyce. Czy wtedy już coś się działo? Czy byłam aż tak ślepa?
Wieczorem zadzwoniłam do mojej siostry, Magdy. – Wyobraź sobie, Zuza zaręczyła się z Markiem – powiedziałam przez łzy.
– Co?! Przecież on ma czterdzieści lat! – krzyknęła Magda. – Jak mogłaś do tego dopuścić?
Jak mogłam? Sama nie wiedziałam. Przez kolejne dni dom zamienił się w pole bitwy. Mój mąż, Andrzej, nie odzywał się do mnie całymi godzinami. – To twoja wina – syknął któregoś wieczoru. – Zawsze byłaś dla niej za miękka.
Zuzanna zamknęła się w swoim pokoju. Słyszałam jej ciche rozmowy przez telefon, śmiech i płacz. Próbowałam z nią rozmawiać, ale za każdym razem odbijałam się od muru.
Pewnego dnia Marek przyszedł do nas z bukietem kwiatów. Usiadł naprzeciwko mnie przy stole i spojrzał prosto w oczy.
– Wiem, że to trudne – zaczął spokojnie. – Ale kocham Zuzę i chcę ją uszczęśliwić.
– Jesteś starym facetem! – wybuchł Andrzej. – Ona mogłaby być twoją córką!
Marek spuścił wzrok. – Wiem, jak to wygląda. Ale uczucia nie wybierają.
Przez kolejne tygodnie cała rodzina żyła w napięciu. Babcia przestała przychodzić na niedzielne obiady, a sąsiedzi zaczęli szeptać za naszymi plecami. W pracy patrzono na mnie z litością albo z pogardą.
Najgorsze były rozmowy z Zuzą. – Mamo, dlaczego nie możesz po prostu być szczęśliwa dla mnie? – pytała ze łzami w oczach.
– Bo boję się o ciebie! Boję się, że on cię skrzywdzi! Że za kilka lat obudzisz się i będziesz żałować!
– To moje życie! – krzyczała Zuza.
Czułam się bezsilna. Każdego dnia zadawałam sobie pytanie: gdzie popełniłam błąd? Czy powinnam była bardziej ją kontrolować? A może powinnam była zaufać jej wyborom?
Pewnego wieczoru usiadłyśmy razem na kanapie. Zuza była blada i zmęczona.
– Mamo… Marek dostał propozycję pracy w Gdańsku. Chcemy tam razem wyjechać.
Zamarłam. Wyjazd oznaczałby rozstanie na dobre. Moja córka dorosła szybciej niż bym chciała i wybrała drogę, której nie potrafiłam zaakceptować.
Ostatniej nocy przed ich wyjazdem weszłam do jej pokoju. Spała spokojnie, jak wtedy gdy była małą dziewczynką. Usiadłam obok i pogładziłam ją po włosach.
– Kocham cię – wyszeptałam cicho.
Rano patrzyłam przez okno, jak pakują walizki do samochodu Marka. Zuza odwróciła się jeszcze raz i pomachała mi ręką.
Teraz siedzę sama w pustym domu i zastanawiam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy powinnam była walczyć mocniej czy może pozwolić jej odejść bez słowa?
Czasem myślę: czy miłość naprawdę nie zna wieku? A może to tylko iluzja, która kiedyś przeminie? Co wy byście zrobili na moim miejscu?