„Oddała mieszkanie synowi, a teraz prosi mnie o pomoc – historia o rodzinnych dylematach i niesprawiedliwości”

– Naprawdę nie rozumiesz, dlaczego to dla mnie takie trudne? – zapytałem, patrząc na żonę, która nerwowo bawiła się obrączką na palcu. W kuchni pachniało kawą, ale atmosfera była ciężka jak nigdy.

– To moja mama, Michał. Ona nie ma nikogo innego – odpowiedziała cicho, unikając mojego wzroku. – Po prostu… ona liczy na nas.

Zacisnąłem pięści pod stołem. W głowie wciąż miałem obraz teściowej, która z uśmiechem wręcza klucze do swojego mieszkania swojemu synowi, Bartkowi. „On ma większe potrzeby, jest sam, a ty masz rodzinę i dom” – tłumaczyła wtedy mojej żonie. A teraz? Teraz siedzi w swoim starym domku letniskowym pod Warszawą i dzwoni do mnie co drugi dzień: „Michałku, może byś przyjechał i pomógł mi z łazienką?” „Michałku, a może byś podłączył bojler?”

Mam 37 lat. Pracuję po 10 godzin dziennie, żeby zapewnić mojej rodzinie wszystko, co najlepsze. Moja żona, Kasia, jest młodsza ode mnie o dwa lata. Mamy cudowną trzyletnią córeczkę, Zosię. Kocham je obie nad życie. Ale od kiedy teściowa oddała mieszkanie Bartkowi, czuję się jak ktoś gorszy. Jakbyśmy byli tą „gorszą” gałęzią rodziny.

Pamiętam tamten dzień jak dziś. Siedzieliśmy wszyscy przy stole – ja, Kasia, Bartek i teściowa. Ona z powagą ogłosiła swoją decyzję: „Bartek dostaje mieszkanie na Ochocie. Ja przenoszę się do domku na działce. Wy macie swój dom, więc nie musicie się martwić.” Kasia wtedy tylko skinęła głową, ale widziałem łzy w jej oczach. Bartek był zachwycony – w końcu własne M3 w centrum Warszawy! Nawet nie podziękował.

Od tamtej pory relacje w rodzinie stały się napięte. Kasia próbowała tłumaczyć matkę: „Wiesz, Bartek zawsze miał pod górkę…” Ale ja pamiętałem wszystkie święta, kiedy to on dostawał lepsze prezenty, kiedy to on był chwalony za byle drobiazg, a Kasia zawsze musiała być tą rozsądną, tą cichą.

Teraz teściowa dzwoni do mnie z każdą pierdołą. „Michałku, kran cieknie… Michałku, trzeba by pomalować płot…” A ja? Ja mam swoje życie! Mam dziecko, które choruje co chwilę w przedszkolu. Mam kredyt na dom i samochód do spłaty. Mam pracę, która mnie wykańcza.

Ostatnio pojechałem do niej w sobotę. Zosia została z Kasią w domu. Teściowa przywitała mnie herbatą i ciastem. „Wiesz, Michałku… Bartek nie ma czasu mi pomóc. On pracuje…” – zaczęła narzekać. Zacisnąłem zęby.

– A ja co robię? – zapytałem ostro.

Zamilkła na chwilę.

– Ty jesteś taki złoty chłopak… zawsze można na ciebie liczyć – powiedziała słodko.

W środku gotowało się we mnie wszystko. Przez kilka godzin naprawiałem jej bojler i malowałem płot. Cały czas myślałem o tym, jak bardzo jest to niesprawiedliwe. Bartek dostał mieszkanie za darmo i nawet nie zadzwoni do matki. Ja dostaję tylko prośby o pomoc.

Wieczorem wróciłem do domu wykończony. Kasia czekała na mnie w kuchni.

– I jak było? – zapytała cicho.

– Jak zwykle – odpowiedziałem zmęczony. – Twoja mama traktuje mnie jak złotą rączkę od wszystkiego. A Bartek nawet nie zadzwoni.

Kasia spuściła wzrok.

– Przepraszam cię… Wiem, że to niesprawiedliwe – wyszeptała.

– To nie ty powinnaś przepraszać – powiedziałem gorzko.

Przez kolejne dni chodziłem rozdrażniony. W pracy nie mogłem się skupić. W domu byłem nerwowy. Zosia wyczuwała napięcie i zaczęła płakać bez powodu.

W końcu postanowiłem porozmawiać z Bartkiem. Zadzwoniłem do niego:

– Cześć Bartek, słuchaj… Twoja mama potrzebuje pomocy przy domu na działce. Może byś się zainteresował?

– Stary, ja mam robotę po uszy! Poza tym ona zawsze sobie radziła sama – odpowiedział lekceważąco.

– Ale mieszkanie od niej przyjąłeś bez mrugnięcia okiem – powiedziałem ostro.

– Co ty mi tu wytykasz? Każdy dba o siebie! – rzucił i rozłączył się.

Poczułem się jak idiota. Jak ktoś naiwny, kto daje się wykorzystywać.

Wieczorem usiadłem z Kasią przy stole.

– Musimy coś ustalić – zacząłem spokojnie. – Nie mogę być jedynym, który pomaga twojej mamie. To nie jest sprawiedliwe wobec nas ani wobec Zosi.

Kasia popatrzyła na mnie ze łzami w oczach.

– Wiem… Ale co mam zrobić? To moja mama…

– Może czas powiedzieć jej prawdę? Że nie możemy być zawsze na każde zawołanie? Że Bartek też powinien się zaangażować?

Kasia milczała długo.

Kilka dni później pojechaliśmy razem do teściowej. Kasia zebrała się na odwagę:

– Mamo, musimy porozmawiać. Michał nie może być jedynym, który ci pomaga. Bartek też powinien coś zrobić.

Teściowa spojrzała na nas zaskoczona.

– Ale przecież Bartek ma swoje sprawy…

– My też mamy swoje sprawy! – przerwałem jej stanowczo.

Zapadła cisza. Po raz pierwszy poczułem ulgę – że powiedzieliśmy to głośno.

Nie wiem, jak dalej potoczą się nasze relacje rodzinne. Czy teściowa zrozumie? Czy Bartek poczuje się do odpowiedzialności? Jedno wiem na pewno: nie chcę już być tym „złotym chłopakiem”, który zawsze daje się wykorzystywać.

Czy naprawdę rodzina powinna działać tylko wtedy, gdy komuś coś się opłaca? Czy lojalność wobec bliskich zawsze musi oznaczać rezygnację z własnych potrzeb?