Oddać dom córce i jej narzeczonemu? Po 12 latach budowania naszego gniazda staję przed najtrudniejszą decyzją życia
— Mamo, czy moglibyśmy z Michałem zamieszkać w waszym domu? — zapytała Kasia, patrząc mi prosto w oczy, jakby nie bała się żadnej odpowiedzi.
Zamarłam. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, a za oknem śnieg cicho osiadał na parapecie. W powietrzu wisiała cisza, którą przerywało tylko tykanie zegara i cichy szum czajnika. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Spojrzałam na męża, Andrzeja, który nerwowo bawił się obrączką na palcu. W jego oczach widziałam to samo, co czułam w sobie — szok, niedowierzanie i coś jeszcze… żal?
— Kasiu, przecież wiesz, ile lat budowaliśmy ten dom — odezwał się Andrzej, starając się zachować spokój. — To nasze miejsce na ziemi.
Kasia spuściła wzrok. — Wiem, tato. Ale my z Michałem nie mamy szans na własne mieszkanie. Ceny są kosmiczne, kredytów nie dostaniemy. A wy… przecież możecie zamieszkać u babci albo kupić coś mniejszego.
Poczułam, jak serce mi się ściska. Przed oczami stanęły mi wszystkie te lata: wieczory spędzone na planowaniu kuchni, kłótnie o kolor ścian, wspólne sadzenie drzew w ogrodzie. Każda cegła tego domu była częścią naszej historii. Czy mogłabym to tak po prostu oddać?
— Kasiu, to nie jest takie proste — powiedziałam cicho. — Ten dom to całe nasze życie.
— Ale ja też jestem waszym życiem! — wybuchła nagle Kasia. — Zawsze powtarzaliście, że rodzina jest najważniejsza. Teraz, kiedy naprawdę was potrzebuję, nie chcecie mi pomóc?
Zapanowała cisza. Michał siedział obok Kasi i milczał, patrząc gdzieś w bok. Zawsze był spokojny, ale teraz widziałam w jego oczach napięcie.
Po ich wyjściu długo siedzieliśmy z Andrzejem w milczeniu. W końcu odezwał się pierwszy:
— Może mają rację? Może powinniśmy im pomóc? Przecież to nasza córka…
Pokręciłam głową. — Andrzej, a co z nami? Przecież my też mamy prawo do szczęścia. Chciałam tu spędzić starość…
Przez kolejne dni nie mogłam spać. W głowie kłębiły mi się myśli: czy jestem złą matką, bo nie chcę oddać domu? Czy egoistką? A może to Kasia jest niesprawiedliwa wobec nas?
W pracy byłam rozkojarzona. Koleżanka z biura zauważyła moje zamyślenie.
— Coś się stało? — zapytała Ania.
Opowiedziałam jej wszystko. Pokiwała głową ze zrozumieniem.
— Wiesz, moja siostra oddała dom synowi i teraz żałuje. On ją potem wyrzucił…
Zadrżałam. Czy to możliwe? Przecież Kasia nigdy by nas nie skrzywdziła…
Wieczorem zadzwoniła mama.
— Słyszałam od Kasi, że chcecie jej oddać dom — zaczęła bez ogródek. — Nie róbcie tego pochopnie! Ja całe życie walczyłam o swoje miejsce i wiem, jak łatwo można wszystko stracić.
— Ale to nasza córka… — próbowałam tłumaczyć.
— Córka czy nie córka, wy też musicie myśleć o sobie! — przerwała mi stanowczo mama.
Zaczęłam rozmawiać z Andrzejem coraz częściej o tym, co by było gdyby…
— A jeśli oddamy im dom i oni się rozstaną? Co wtedy? — zapytał pewnego wieczoru Andrzej.
— Albo jeśli Michał nas nie zaakceptuje? Przecież ledwo go znamy… — dodałam.
W końcu postanowiliśmy porozmawiać z Kasią jeszcze raz.
— Kasiu, chcemy ci pomóc, ale nie możemy oddać wam domu tak po prostu — powiedziałam stanowczo. — Możemy wam pomóc finansowo albo pozwolić zamieszkać tu na jakiś czas, ale dom zostaje nasz.
Kasia spojrzała na mnie z wyrzutem.
— Czyli dla was ważniejszy jest dom niż ja…
Poczułam łzy napływające do oczu.
— Nie mów tak… Po prostu chcemy być sprawiedliwi wobec wszystkich. I wobec siebie.
Kasia wyszła trzaskając drzwiami. Od tamtej pory prawie się do mnie nie odzywa.
Czuję się rozdarta. Z jednej strony rozumiem jej sytuację — młodzi mają dziś ciężko, ceny mieszkań są absurdalne. Z drugiej strony… czy naprawdę muszę poświęcić wszystko, co budowałam przez lata?
Czasem patrzę na zdjęcia z czasów budowy domu: uśmiechnięci z Andrzejem przy betoniarce, Kasia bawiąca się w ogrodzie jako mała dziewczynka. Czy to wszystko mam oddać w imię miłości do dziecka?
A może jestem egoistką?
Czy można być dobrą matką i jednocześnie zadbać o siebie?
Czy ktoś z was był kiedyś w podobnej sytuacji? Co byście zrobili na moim miejscu?