Testament, który rozdarł moją rodzinę

– Jak mogłaś to zrobić, mamo? – mój głos drżał, a w oczach miałam łzy. Stałam w kuchni, ściskając w dłoni pożółkły dokument, który przed chwilą znalazłam w szufladzie jej biurka. Mama odwróciła się powoli od zlewu, w którym myła naczynia. Jej twarz była spokojna, ale w oczach błyszczał cień niepokoju.

– O czym ty mówisz, Marto? – zapytała cicho.

– O tym! – rzuciłam testament na stół. – Wszystko zostawiasz Pawłowi. Dom, działkę, nawet te stare srebra po babci. A ja? Co ze mną?

Przez chwilę w kuchni panowała cisza tak gęsta, że słyszałam własny oddech. Mama usiadła naprzeciwko mnie i spuściła wzrok. Wtedy do pokoju wszedł Paweł, mój starszy brat. Zobaczył nas i od razu wyczuł napięcie.

– Co się dzieje?

– Może ty mi powiesz – syknęłam przez zaciśnięte zęby. – Wiedziałeś o tym?

Paweł spojrzał na mamę, potem na mnie. W jego oczach zobaczyłam coś dziwnego – niepewność? Wstyd? A może ulgę?

– Marto, to nie tak… – zaczął.

– To właśnie tak! – przerwałam mu. – Przez całe życie czułam się gorsza. Zawsze byłaś dumna z Pawła, zawsze on był tym lepszym dzieckiem. Ale myślałam, że przynajmniej w twoim sercu jest dla mnie miejsce.

Mama podniosła głowę. Jej twarz była blada.

– Nie rozumiesz wszystkiego, kochanie.

– To mi wytłumacz! – krzyknęłam. – Bo ja już nie wiem, kim dla ciebie jestem.

Wtedy mama zaczęła mówić. Jej głos był cichy, łamał się co chwilę.

– Kiedy byłam młoda… zanim poznałam twojego ojca… miałam trudne życie. Twojego brata urodziłam bardzo wcześnie, jeszcze zanim wyszłam za mąż. Było mi ciężko, rodzice się mnie wyrzekli. Paweł był moim całym światem. Potem poznałam twojego ojca i urodziłaś się ty. Myślałam, że wszystko się ułożyło, ale… zawsze miałam poczucie winy wobec Pawła. Że przez moje błędy nie miał tego dzieciństwa, na jakie zasługiwał.

Patrzyłam na nią oszołomiona. Paweł spuścił wzrok.

– Ale to nie znaczy, że cię nie kocham! – dodała mama gorączkowo. – Po prostu… chciałam mu wynagrodzić to wszystko.

– A ja? – szepnęłam. – Ja nie zasługuję na nic?

Mama wyciągnęła do mnie rękę, ale odsunęłam się.

– Przepraszam cię, Marto – powiedziała cicho. – Może popełniłam błąd.

Wybiegłam z domu i długo chodziłam po mieście bez celu. Było już ciemno, kiedy usiadłam na ławce w parku i zaczęłam płakać. W głowie kłębiły mi się myśli: czy przez całe życie byłam tylko tą drugą? Czy można naprawić coś takiego?

Następnego dnia wróciłam do domu. Paweł siedział w kuchni i pił kawę.

– Marto… – zaczął niepewnie.

– Wiedziałeś o tym?

Pokręcił głową.

– Nie do końca. Domyślałem się, że mama chce mi coś zostawić, ale nie wiedziałem, że wszystko… Słuchaj, jeśli chcesz, możemy to podzielić inaczej. Dla mnie to nie majątek jest ważny.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

– Łatwo ci mówić. Zawsze byłeś jej oczkiem w głowie.

Paweł westchnął ciężko.

– Myślisz, że było mi łatwo? Mama ciągle się o mnie martwiła, kontrolowała każdy mój krok. Czułem się winny za jej łzy i samotność. Ty miałaś więcej swobody, tata cię rozpieszczał…

Zamilkliśmy oboje. Po raz pierwszy zobaczyłam w nim nie rywala, ale kogoś równie pogubionego jak ja.

Wieczorem mama przyszła do mojego pokoju. Usiadła na brzegu łóżka i długo milczała.

– Wiem, że cię zraniłam – powiedziała w końcu. – Ale to nie majątek jest najważniejszy. Chciałabym naprawić nasze relacje… jeśli mi pozwolisz.

Nie odpowiedziałam od razu. W sercu czułam żal i gniew, ale też… ulgę? Może pierwszy raz od lat usłyszałam prawdę o naszej rodzinie.

Minęły tygodnie. Testament został zmieniony – mama podzieliła wszystko po równo między mnie i Pawła. Ale rany zostały.

Czasem patrzę na naszą rodzinę i zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć przeszłość? Czy miłość matki zawsze musi być sprawiedliwa? A może każdy z nas nosi swoje blizny i tylko od nas zależy, czy pozwolimy im rządzić naszym życiem?