Czy naprawdę mnie kochasz, czy tylko moje mieszkanie? – Historia babci Zofii z Kielc
„Znowu przyszliście? A może tym razem naprawdę chcecie ze mną porozmawiać, a nie tylko sprawdzić, czy jeszcze żyję?” – rzuciłam z przekąsem, kiedy drzwi mojego mieszkania zatrzęsły się pod naporem dzwonka. Stała za nimi dwójka moich wnuków: Agata i Michał. Oboje z uśmiechami na twarzach, ale w oczach mieli coś, co od dawna mnie niepokoiło – niecierpliwość, może nawet wyrachowanie.
Nie zawsze tak było. Kiedy byli mali, biegali po moim ogródku, śmiali się do rozpuku i prosili o kolejne kawałki sernika. Ale od kilku lat ich wizyty stały się coraz rzadsze, coraz bardziej wymuszone. Zawsze kończyły się pytaniami o mieszkanie: „Babciu, a nie boisz się tu sama mieszkać? Może powinnaś pomyśleć o domu spokojnej starości?”
Wiedziałam, do czego zmierzają. Moje dwupokojowe mieszkanie na osiedlu Słoneczne Wzgórze w Kielcach było łakomym kąskiem. Po śmierci mojego męża zostałam sama – dzieci wyjechały do Warszawy, wnuki studiowały albo pracowały w innych miastach. Zostałam tylko ja i cztery ściany pełne wspomnień.
Tego dnia postanowiłam ich sprawdzić. Usiadłam przy stole i nalałam sobie herbaty. „Agatko, Michałku, mam dla was niespodziankę” – powiedziałam tonem, który miał zabrzmieć radośnie, ale chyba wyszło mi gorzko. „Chciałabym wam coś ogłosić.”
Agata spojrzała na mnie z zainteresowaniem, Michał odłożył telefon. „Co się stało, babciu?”
„Zdecydowałam się sprzedać mieszkanie i przeprowadzić do małego domku pod Kielcami. Tam jest ciszej, bliżej natury. A pieniądze… przekażę na schronisko dla zwierząt.”
Przez chwilę panowała cisza tak gęsta, że słyszałam własne serce bijące w piersi. Agata pierwsza odzyskała głos:
„Babciu… ale przecież to mieszkanie to cały twój dorobek! Nie boisz się zostać sama gdzieś na wsi? Przecież tu masz wszystko pod ręką!”
Michał próbował się uśmiechnąć:
„A schronisko dla zwierząt? Przecież możesz nam pomóc – wiesz, jak ciężko jest teraz młodym znaleźć mieszkanie…”
Patrzyłam na nich uważnie. Czy naprawdę chodziło im o mnie? Czy tylko o te cztery ściany?
Przez kolejne tygodnie ich wizyty stały się częstsze niż kiedykolwiek wcześniej. Agata przynosiła ciasto, Michał pomagał mi z zakupami. Ale za każdym razem rozmowa wracała do mieszkania.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę na korytarzu:
„Michał, jeśli babcia naprawdę sprzeda to mieszkanie, zostaniemy z niczym! Przecież rodzice już dawno powiedzieli, że nie mają dla nas pieniędzy na start.”
„Może uda się ją przekonać… W końcu zawsze była sentymentalna.”
Zamknęłam oczy i poczułam łzy napływające do oczu. Czy naprawdę byłam dla nich tylko kluczem do lepszego życia?
Postanowiłam porozmawiać z moją córką, Elżbietą. Zadzwoniłam do niej następnego dnia.
„Ela, muszę cię o coś zapytać… Czy twoje dzieci przychodzą do mnie dlatego, że mnie kochają? Czy tylko dlatego, że liczą na mieszkanie?”
Po drugiej stronie zapadła cisza.
„Mamo… Nie wiem. Wiem tylko, że bardzo cię kochają. Ale młodzi mają teraz ciężko. Może nie powinnaś być taka surowa?”
Zawahałam się. Może rzeczywiście przesadzałam? Może powinnam cieszyć się z ich obecności, nawet jeśli motywacje nie były czyste?
Ale potem przypomniałam sobie samotne wieczory i puste święta. Przypomniałam sobie, jak bardzo bolało mnie to poczucie bycia potrzebną tylko wtedy, gdy coś można ode mnie dostać.
Nadszedł dzień moich urodzin. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam całą rodzinę: Agatę z narzeczonym, Michała z dziewczyną, Elżbietę i jej męża. Były kwiaty, tort i prezenty.
W pewnym momencie Agata podeszła do mnie i ścisnęła moją dłoń.
„Babciu… przepraszam. Wiem, że ostatnio dużo rozmawialiśmy o mieszkaniu. Ale naprawdę cię kochamy. Po prostu boimy się przyszłości.”
Michał dodał:
„Nie chcieliśmy cię zranić. Chcemy być blisko ciebie – nie tylko dla mieszkania.”
Popatrzyłam im w oczy i zobaczyłam łzy – prawdziwe łzy.
Może rzeczywiście czasem młodzi są zagubieni? Może nie potrafią okazywać uczuć inaczej niż przez troskę o sprawy materialne?
Wieczorem usiadłam sama przy oknie i patrzyłam na światła miasta.
Czy można nauczyć się ufać na nowo? Czy miłość rodzinna zawsze musi być podszyta interesem?
A wy? Jak rozpoznajecie prawdziwe intencje swoich bliskich?