Mój syn rzucił pracę w banku dla marzeń. Dopiero gdy sama stanęłam na krawędzi, zrozumiałam jego wybór
– Mamo, rzucam pracę w banku. Zaczynam od nowa. Chcę być fotografem.
Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Stałam w kuchni, ścierka w ręku, a Paweł patrzył na mnie z tym swoim spokojem, którego nigdy nie rozumiałam. W mojej głowie kłębiły się myśli: jak on może? Przecież wszystko ma! Praca w banku – stabilna, dobrze płatna, prestiżowa. Własne mieszkanie na kredyt, który już prawie spłacił. Znajomi, którzy go szanują. I nagle on chce to wszystko rzucić dla… zdjęć? Dla jakiegoś hobby?
– Zwariowałeś? – wyrwało mi się zanim zdążyłam ugryźć się w język. – Przecież masz wszystko! Po co ci to?
Paweł westchnął ciężko.
– Mamo, ja się tam duszę. Każdego dnia czuję, że marnuję życie. Fotografia daje mi radość. Chcę spróbować.
Nie mogłam tego pojąć. Przez całe życie walczyłam o stabilizację. O pewność jutra. O to, żeby nie martwić się o rachunki i mieć spokojny sen. Sama pracowałam przez trzydzieści lat w urzędzie miasta – nie była to praca marzeń, ale dawała poczucie bezpieczeństwa. Nawet kiedy ojciec Pawła odszedł do innej kobiety i zostałam sama z synem, nie pozwoliłam sobie na ryzyko. Wszystko podporządkowałam temu, żeby Paweł miał lepiej niż ja.
A teraz on chce to wszystko zaprzepaścić?
Przez kolejne tygodnie nasze rozmowy były coraz bardziej napięte. Unikaliśmy się w domu, a kiedy już rozmawialiśmy, kończyło się na kłótniach.
– Nie rozumiesz mnie – mówił Paweł cicho.
– Boję się o ciebie! – krzyczałam ja.
Czułam się zdradzona. Jakby mój syn odrzucał wszystko, co dla niego zrobiłam. Jakby mówił: „Twoje życie było błędem”.
W końcu Paweł się wyprowadził. Zabrał aparat, kilka ubrań i wyszedł bez słowa pożegnania. Przez kilka miesięcy nie odzywał się do mnie. Ja też nie dzwoniłam – byłam zbyt dumna i zbyt zraniona.
W pracy zaczęły się zmiany. Nowy dyrektor, nowe wymagania, redukcje etatów. Z dnia na dzień atmosfera stawała się coraz bardziej duszna. Zaczęłam mieć problemy ze snem, bolała mnie głowa, serce waliło jak oszalałe. Lekarz powiedział: „Stres. Musi pani zwolnić tempo”.
Ale jak zwolnić tempo, kiedy trzeba spłacać kredyt na mieszkanie? Kiedy trzeba być odpowiedzialnym?
Któregoś dnia wróciłam do pustego mieszkania i zobaczyłam na stole kopertę z wypowiedzeniem. Redukcja etatów – padło na mnie. Przez chwilę miałam ochotę po prostu się położyć i już nie wstać.
Przez kilka dni chodziłam jak we śnie. Nie mówiłam nikomu – nawet mojej siostrze Ani. Wstydziłam się. Przecież zawsze byłam tą silną, tą odpowiedzialną.
W końcu zadzwoniła Ania.
– Co u ciebie? – zapytała.
– Wszystko dobrze – skłamałam.
– Nie wierzę ci – powiedziała cicho. – Przyjedź do mnie na wieś na kilka dni. Odpoczniesz.
Pojechałam. Tam, wśród pól i lasów, zaczęłam oddychać pełną piersią po raz pierwszy od lat. Zaczęłam robić zdjęcia telefonem – kwiatom, psom Ani, zachodom słońca nad stawem. Poczułam coś dziwnego: radość? Spokój?
Po powrocie do Warszawy długo siedziałam przy oknie i patrzyłam na szare bloki za szybą. Wtedy zadzwonił Paweł.
– Mamo… – jego głos był niepewny. – Chciałem ci pokazać moje zdjęcia. Mam pierwszą wystawę w galerii na Pradze.
Poszłam tam z duszą na ramieniu. Bałam się tego spotkania bardziej niż rozmowy kwalifikacyjnej do nowej pracy.
Paweł stał przy wejściu, uśmiechnięty jak dziecko.
– Cieszę się, że przyszłaś – powiedział cicho.
Zdjęcia były piękne: portrety ludzi z ulicy, stare kamienice, dzieci bawiące się w kałużach po deszczu. Poczułam łzy pod powiekami.
– Przepraszam cię – wyszeptałam. – Nie rozumiałam cię wtedy.
Paweł objął mnie mocno.
– Ja też się bałem – przyznał.
Po wystawie długo spacerowaliśmy po mieście. Opowiedziałam mu o utracie pracy i o tym, jak bardzo boję się przyszłości.
– Może to czas na coś nowego? – zapytał delikatnie.
– Ale ja mam już swoje lata… – zaczęłam.
– Nigdy nie jest za późno, mamo.
Zaczęłam powoli szukać nowej pracy, ale już nie w urzędzie czy korporacji. Zgłosiłam się do lokalnej biblioteki jako wolontariuszka, zaczęłam prowadzić zajęcia dla dzieci z pisania opowiadań i fotografii telefonicznej. Po raz pierwszy od lat czułam się potrzebna i szczęśliwa.
Dziś wiem jedno: czasem trzeba mieć odwagę rzucić to, co znane i bezpieczne, by odnaleźć siebie naprawdę. Paweł nauczył mnie tego lepiej niż ktokolwiek inny.
Czy naprawdę warto całe życie żyć cudzymi oczekiwaniami? A może czasem trzeba po prostu… spróbować być sobą?