„Nie, twoja matka nie zamieszka z nami” – Moja walka o dom i własną godność
– Nie, Piotrze, nie zgadzam się! – mój głos drżał, a serce waliło jak oszalałe. Stałam w kuchni, ściskając kubek z herbatą tak mocno, że aż bolały mnie palce. Piotr patrzył na mnie z niedowierzaniem, jakbym właśnie powiedziała coś niewyobrażalnego. – Przecież to tylko na chwilę, Aniu – próbował tłumaczyć spokojnie, choć w jego oczach widziałam niepokój. – Mama nie ma się gdzie podziać po śmierci taty. Musimy jej pomóc.
Wiedziałam, że to nie będzie „tylko na chwilę”. Jadwiga zawsze była obecna w naszym życiu – czasem aż za bardzo. Każda niedziela u niej na obiedzie kończyła się moim bólem głowy i poczuciem winy, że nie jestem wystarczająco dobrą żoną dla jej syna. Teraz miała zamieszkać z nami. W naszym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie, które przez lata urządzałam tak, by czuć się w nim bezpiecznie i swobodnie.
– Aniu, ona nie ma nikogo oprócz nas – Piotr próbował mnie przekonać. – To moja matka.
– A ja? – zapytałam cicho. – Ja też tu mieszkam. To też mój dom.
Piotr westchnął ciężko i wyszedł z kuchni. Zostałam sama ze swoimi myślami i narastającym lękiem. Wiedziałam, że jeśli się zgodzę, już nigdy nie będę miała swojego miejsca. Ale jak mogłam odmówić kobiecie w żałobie? Jak mogłam powiedzieć „nie” mężowi, którego kochałam?
Kilka dni później Jadwiga stała już w naszym przedpokoju z trzema walizkami i spojrzeniem pełnym pretensji. – No to jestem – powiedziała chłodno. – Mam nadzieję, że znajdzie się dla mnie miejsce.
Od tej chwili wszystko się zmieniło. Każdy dzień był próbą sił. Jadwiga przejęła kuchnię – gotowała obiady według swoich przepisów, krytykując moje „udziwnione” potrawy. W salonie przestawiła meble „bo tak będzie lepiej”. Nawet w łazience pojawiły się jej kosmetyki i ręczniki, a moje rzeczy nagle zaczęły znikać z półek.
Najgorsze były wieczory. Siadałam z Piotrem na kanapie, próbując porozmawiać o pracy czy planach na weekend, ale Jadwiga zawsze znajdowała powód, by wejść do pokoju: a to zapytać o coś błahego, a to skomentować program w telewizji. Czułam się jak intruz we własnym domu.
– Piotrze, musimy porozmawiać – powiedziałam pewnego wieczoru, gdy Jadwiga poszła spać.
– O czym? – zapytał zmęczonym głosem.
– O nas. O tym, co się dzieje. Nie mam już siły…
Piotr spojrzał na mnie bezradnie. – Przecież to tylko przejściowe…
– Ale ja już nie mam swojego miejsca! Nie mogę być sobą! Twoja mama mnie nie akceptuje…
– Przesadzasz…
Poczułam łzy napływające do oczu. – Nie przesadzam! Ona mnie ignoruje albo krytykuje na każdym kroku! Nawet nie pyta, jak minął mi dzień…
Piotr milczał długo. W końcu powiedział: – To moja matka. Muszę jej pomóc.
Zrozumiałam wtedy, że jestem sama ze swoim bólem.
Zaczęłam coraz częściej wracać późno z pracy. Zostawałam dłużej w biurze albo szłam na kawę z koleżankami, byle tylko nie wracać do domu. Jadwiga komentowała to przy każdej okazji: – Kobieta powinna być w domu przed mężem. Co to za żona?
Czułam się coraz gorzej. Przestałam spać po nocach. W pracy byłam rozkojarzona i popełniałam błędy. Moja szefowa zaprosiła mnie na rozmowę:
– Aniu, co się dzieje? Zawsze byłaś taka sumienna…
Nie potrafiłam odpowiedzieć. Wstydziłam się przyznać, że nie radzę sobie z własnym życiem.
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle i usłyszałam rozmowę Piotra z matką:
– Ona nigdy nie będzie dla ciebie odpowiednia – mówiła Jadwiga cicho. – Powinieneś był wybrać kogoś innego.
Zamarłam za drzwiami. Piotr milczał długo, a potem powiedział: – Mamo, proszę cię…
– Ja tylko chcę dla ciebie dobrze! – Jadwiga podniosła głos.
Weszłam do salonu z podniesioną głową.
– Może powinniśmy wszyscy porozmawiać szczerze? – zaproponowałam drżącym głosem.
Jadwiga spojrzała na mnie chłodno. – Nie mam nic do powiedzenia.
Piotr spuścił wzrok.
Tej nocy długo płakałam w łazience. Czułam się upokorzona i samotna jak nigdy wcześniej.
Następnego dnia zadzwoniłam do mojej mamy.
– Mamo… ja już nie daję rady…
Mama słuchała mnie cierpliwie przez godzinę. Na końcu powiedziała: – Aniu, musisz postawić granice. Inaczej stracisz siebie.
Te słowa dźwięczały mi w głowie przez cały dzień.
Wieczorem usiadłam z Piotrem przy stole.
– Musimy ustalić zasady – powiedziałam stanowczo. – Albo twoja mama znajdzie inne miejsce do życia, albo ja odejdę.
Piotr był w szoku. Nigdy wcześniej nie widział mnie tak zdecydowanej.
– Aniu…
– Nie chcę wybierać między tobą a własną godnością! Kocham cię, ale nie mogę żyć w cieniu twojej matki!
Przez kilka dni panowała cisza i napięcie nie do zniesienia. W końcu Piotr porozmawiał z matką i znalazł jej mieszkanie w pobliżu nas. Jadwiga była obrażona i przez długi czas nie odzywała się do mnie słowem.
Ale ja poczułam ulgę pierwszy raz od miesięcy.
Dziś wiem, że granice są konieczne nawet wtedy, gdy bolą wszystkich wokół. Czy można uratować miłość bez poświęcania siebie? Czy każda rodzina musi przejść przez taki kryzys? Może czasem trzeba wybrać siebie, żeby móc kochać naprawdę.