Moja córka przestała odbierać telefon. Gdy zobaczyłam jej paznokcie, zamarłam z przerażenia…

– Mamo, nie dzwoń już, wszystko jest w porządku – usłyszałam w słuchawce głos mojej córki, Magdy, zanim połączenie zostało przerwane. To był jedyny kontakt od tygodnia. Zawsze rozmawiałyśmy codziennie, nawet jeśli tylko przez chwilę. Teraz cisza dzwoniła mi w uszach jak najgorszy omen.

Nie spałam całą noc. Wpatrywałam się w sufit, próbując przypomnieć sobie ostatnią rozmowę. Magda brzmiała wtedy dziwnie – cicho, jakby była gdzieś daleko myślami. „Może jest zmęczona?” – tłumaczyłam sobie. Ale niepokój narastał z każdą godziną.

Następnego dnia rano wsiadłam do samochodu i ruszyłam do niej na wieś pod Łowiczem. Droga dłużyła się niemiłosiernie. W głowie kłębiły się myśli: „Może się pokłócili z Tomkiem? Może jest chora? A może…”. Nie chciałam kończyć tej myśli.

Kiedy podjechałam pod ich dom, zobaczyłam Tomka na podwórku. Stał przy aucie i palił papierosa. Spojrzał na mnie chłodno, bez cienia uśmiechu.

– Dzień dobry, pani Aniu – rzucił oschle.

– Gdzie jest Magda? – zapytałam bez ogródek.

– Śpi. Miała ciężki tydzień – odpowiedział, wzruszając ramionami.

Nie czekając na zaproszenie, weszłam do domu. W kuchni panował bałagan – brudne naczynia, rozlane mleko na stole. To do Magdy niepodobne. Zawsze była pedantką.

Znalazłam ją w sypialni. Leżała skulona pod kocem, twarz miała odwróconą do ściany.

– Magda… – usiadłam obok niej i dotknęłam ramienia.

Drgnęła lekko, ale nie odwróciła się.

– Mamo… po co przyjechałaś? – jej głos był cichy, jakby stłumiony.

– Martwiłam się! Nie odbierasz telefonu, nie odpisujesz na wiadomości…

Wtedy zobaczyłam jej dłonie wystające spod koca. Paznokcie były połamane, skórki pozadzierane aż do krwi. Nigdy wcześniej nie widziałam u niej czegoś takiego – zawsze zadbane dłonie były jej dumą.

– Magda, co się stało? – zapytałam drżącym głosem.

W końcu spojrzała na mnie. Jej oczy były zaczerwienione od płaczu, pod nimi ciemne sińce.

– Nic… po prostu jestem zmęczona – wyszeptała.

– To Tomek ci to zrobił? – wypaliłam nagle, sama zaskoczona własną odwagą.

Zamilkła. W powietrzu zawisła ciężka cisza.

– Mamo… proszę cię… nie mieszaj się – powiedziała w końcu, a łzy popłynęły jej po policzkach.

Przytuliłam ją mocno. Czułam jak drży cała w moich ramionach.

– Magda, powiedz mi prawdę. Przysięgam, że ci pomogę – szeptałam jej do ucha.

Wtedy usłyszałyśmy kroki na korytarzu. Drzwi otworzyły się gwałtownie i wszedł Tomek.

– Co tu się dzieje? – zapytał lodowatym tonem.

– Rozmawiam z córką – odpowiedziałam stanowczo.

Spojrzał na Magdę takim wzrokiem, że aż ścisnęło mnie w żołądku.

– Magda musi odpocząć. Proszę wyjść – powiedział do mnie, ale ona nagle zerwała się z łóżka.

– Zostaw mnie! – krzyknęła przez łzy. – Mam już dość!

Tomek spojrzał na nią z niedowierzaniem i wyszedł trzaskając drzwiami.

Zostałyśmy same. Magda zaczęła mówić szybko, jakby bała się, że zaraz straci odwagę:

– On mnie kontroluje, mamo… Zabiera telefon, sprawdza każdą wiadomość… Krzyczy o byle co… Ostatnio…

Zawahała się na chwilę i spojrzała na swoje dłonie.

– Ostatnio złapał mnie za rękę tak mocno, że nie mogłam ruszać palcami przez dwa dni… Bo nie ugotowałam obiadu na czas…

Poczułam jak świat wali mi się na głowę. Jak mogłam tego nie zauważyć? Przecież jeszcze kilka miesięcy temu Magda była szczęśliwa…

– Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – spytałam przez łzy.

– Bałam się… Wstydziłam się… Myślałam, że to moja wina…

Przytuliłam ją jeszcze mocniej. Wiedziałam już, że muszę działać. Zadzwoniłam do mojego brata, który mieszka niedaleko i poprosiłam go o pomoc. Razem zabraliśmy Magdę do mojego domu w Łodzi tego samego dnia.

Tomek próbował dzwonić i groził przez telefon, ale nie odebrałyśmy ani razu. Zgłosiłyśmy sprawę na policję. Magda zaczęła terapię i powoli wraca do siebie. Ale ja wciąż mam przed oczami tamten widok: jej połamane paznokcie i oczy pełne strachu.

Często pytam siebie: czy mogłam wcześniej dostrzec sygnały? Czy mogłam ją uratować przed tym piekłem?

Może ktoś z Was też miał podobne doświadczenia? Jak rozpoznać takie sygnały u bliskich? Czy można uratować kogoś, kto sam boi się prosić o pomoc?