Córka wróciła z wnuczką po rozwodzie. Moje marzenia o wolności legły w gruzach – czy jestem złą matką, że czuję żal?
– Mamo, nie mam już siły. – Głos Kasi drżał, a jej oczy były czerwone od płaczu. Stała w progu mojego mieszkania, trzymając za rękę pięcioletnią Zosię. W jednej dłoni ściskała walizkę, w drugiej pluszowego misia.
W tej chwili wszystko się we mnie zagotowało. Przez chwilę miałam ochotę zamknąć oczy i udawać, że to tylko zły sen. Przecież jeszcze wczoraj planowałam wyjazd do Krakowa na weekend – pierwszy raz od lat miałam zrobić coś tylko dla siebie. Ale zamiast tego patrzyłam na córkę, która wracała do mnie po rozwodzie, i na wnuczkę, która nie rozumiała jeszcze, dlaczego tata już z nimi nie mieszka.
– Wejdźcie – powiedziałam cicho, odsuwając się od drzwi. Zosia natychmiast pobiegła do swojego dawnego pokoju, a Kasia usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach.
Przez następne dni wszystko działo się jak we śnie. Kasia spała do południa, nie miała siły wstać z łóżka. Ja szykowałam śniadania, odprowadzałam Zosię do przedszkola, robiłam zakupy, gotowałam obiady. Wieczorami słyszałam cichy płacz zza ściany. Czułam się jak wtedy, gdy Kasia była mała i bała się burzy – tylko teraz burza była w niej samej.
Z czasem zaczęłyśmy rozmawiać. Najpierw o błahostkach: co kupić na obiad, czy Zosia może obejrzeć bajkę przed snem. Potem przyszły trudniejsze tematy.
– Mamo, ja naprawdę próbowałam – mówiła Kasia pewnego wieczoru, siedząc przy kuchennym stole z kubkiem herbaty. – Ale Michał… On już mnie nie kochał. Ciągle tylko praca, wyjazdy służbowe. A potem ta kobieta… – Głos jej się załamał.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciałam ją przytulić, ale czułam w sobie żal. Nie do niej – do losu. Bo przecież miałam już swoje życie. Przez dwadzieścia pięć lat byłam matką na pełen etat: opiekowałam się dziećmi, potem moją chorą mamą, a teraz… znów byłam potrzebna.
Czułam się winna za te myśli. Przecież kochałam Kasię i Zosię nad życie. Ale czy to źle, że marzyłam o wolności? O tym, by pójść do kina bez patrzenia na zegarek? O kawie wypitej w ciszy?
Pewnego dnia wybuchłam.
– Kasiu, ja też mam swoje życie! – krzyknęłam, gdy po raz kolejny poprosiła mnie o odebranie Zosi z przedszkola, bo „nie ma siły”. – Nie mogę być zawsze na posterunku! Chciałam trochę odpocząć!
Kasia spojrzała na mnie z wyrzutem.
– Myślisz, że ja tego chciałam? Że chciałam wracać tu jak nieudacznik? – Jej głos był pełen goryczy. – Przepraszam, że ci przeszkadzam w twoim nowym życiu.
Zrobiło mi się wstyd. Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
– Nie jesteś nieudacznikiem – powiedziałam cicho. – Po prostu… ja też jestem zmęczona.
Od tamtej pory próbowałyśmy rozmawiać szczerze. Ustaliłyśmy zasady: Kasia zaczęła szukać pracy i sama odprowadzać Zosię do przedszkola. Ja starałam się znaleźć czas dla siebie – choćby godzinę dziennie na spacer z psem czy książkę.
Ale życie pod jednym dachem nie było łatwe. Każda z nas miała swoje przyzwyczajenia i swoje żale.
– Mamo, dlaczego zawsze musisz mieć ostatnie słowo? – pytała Kasia podczas jednej z kłótni o bałagan w kuchni.
– Bo to mój dom! – odpowiadałam zbyt ostro.
A potem obie milczałyśmy przez pół dnia.
Najgorzej było patrzeć na Zosię. Cicha, zamknięta w sobie dziewczynka coraz częściej pytała o tatę.
– Babciu, a tata wróci? – zapytała pewnego wieczoru, gdy czytałyśmy bajkę przed snem.
Zacisnęło mi się gardło.
– Nie wiem, kochanie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Ale masz mamę i babcię, które cię bardzo kochają.
Czasem łapałam się na tym, że zazdroszczę koleżankom: Basia jeździ na wycieczki rowerowe po Europie, Ela chodzi na kurs tańca. Ja znów gotuję dwa obiady dziennie i prasuję dziecięce ubranka.
Ale są też chwile szczęścia: gdy Zosia przytula się do mnie rano i mówi „babciu, jesteś najlepsza”, albo gdy Kasia uśmiecha się pierwszy raz od miesięcy.
Czasem jednak pytam siebie: czy mam prawo czuć żal? Czy jestem złą matką, skoro czasem marzę o ucieczce?
Może każda z nas ma prawo do swojego życia? Może miłość to nie tylko poświęcenie?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy można być dobrą matką i jednocześnie nie zapominać o sobie?