„Całe życie byłam matką. Oddałam wszystko, by dzieciom było lżej”: Teraz słyszę: „Nie wtrącaj się w nasze życie” – Moja historia o poświęceniu i samotności
– Mamo, proszę cię, nie wtrącaj się w nasze życie! – głos Agnieszki był ostry jak brzytwa. Stałam w kuchni, ściskając w dłoniach ściereczkę, jakby od tego zależało moje przetrwanie. Zza drzwi dobiegał śmiech wnuczki, a ja czułam, jak łzy napływają mi do oczu.
Nie tak wyobrażałam sobie starość. Całe życie byłam matką. I to nie w sensie tylko biologicznym – byłam matką w każdej minucie, w każdym geście, w każdym marzeniu. Kiedy dzieci były małe, wszystko kręciło się wokół nich. Ich szkoła, ich zdrowie, ich sukcesy. Mówiłam sobie: „Jeszcze zdążę pomyśleć o sobie, teraz najważniejsze są one”. Nie żałowałam. Kiedy trzeba było zrezygnować z pracy na pół etatu, żeby być przy nich po lekcjach – rezygnowałam. Kiedy trzeba było odłożyć na później własne marzenia o podróżach czy kursie malarstwa – odkładałam.
Mój mąż, Andrzej, zawsze powtarzał: „Dzieci szybko dorosną, wtedy będziemy mieli czas dla siebie”. Ale Andrzej odszedł nagle, zawał serca zabrał go w jeden zimowy poranek. Zostałam sama z dwójką nastolatków i poczuciem, że muszę być dla nich wszystkim – matką i ojcem naraz.
Pamiętam, jak Agnieszka płakała po nocach przez pierwszą miłość, a ja siedziałam przy jej łóżku i głaskałam ją po włosach. Jak Tomek nie zdał matury za pierwszym razem i bał się wrócić do domu – czekałam na niego z jego ulubionym makaronem i słowami: „To tylko papier, synku. Najważniejsze, że próbujesz”.
Oddałam im wszystko. Każdą wolną chwilę, każdy grosz, każdą myśl. Nawet kiedy poszli na studia do Warszawy i Wrocławia, dzwoniłam codziennie – czy mają co jeść, czy nie są chorzy, czy nie potrzebują pieniędzy. Przez lata byłam ich bezpieczną przystanią.
A teraz? Teraz stoję w tej samej kuchni, gdzie kiedyś gotowałam dla czworga, a dziś gotuję dla siebie i czasem dla wnuczki, kiedy Agnieszka podrzuca mi ją na kilka godzin. I słyszę: „Mamo, nie wtrącaj się”.
Wiem, że przesadzam z troską. Wiem, że dzwonię za często. Ale jak mam przestać być matką? Jak mam nagle nauczyć się myśleć o sobie?
Kilka dni temu Tomek przyjechał z narzeczoną. Przy stole rozmawialiśmy o ślubie – ja zapytałam tylko: „A może pomogę wam z organizacją? Mam znajomą w urzędzie…”. Tomek spojrzał na mnie z irytacją:
– Mamo, to nasz ślub. Chcemy sami wszystko załatwić.
Czułam się wtedy jak intruz we własnej rodzinie. Jakby moje doświadczenie i dobre intencje były czymś niepożądanym.
Wieczorem zadzwoniłam do mojej siostry, Hanki.
– Haniu, chyba coś ze mną nie tak…
– Nie przesadzaj. Po prostu dzieci dorosły. Musisz znaleźć coś dla siebie.
– Ale co? Ja już nie umiem żyć inaczej.
Odkładam słuchawkę i patrzę na zdjęcia na komodzie: Agnieszka z pierwszego dnia szkoły, Tomek na rowerze bez kółek, Andrzej z dziećmi na Mazurach. Wszystko to minęło tak szybko…
Czasem mam ochotę wyjść z domu i krzyczeć: „Zobaczcie mnie! Jestem tu! Nadal jestem waszą matką!” Ale wiem, że to nic nie da.
Próbowałam znaleźć sobie zajęcie – zapisałam się na zajęcia jogi w domu kultury. Ale tam same młode dziewczyny albo seniorki rozmawiające tylko o wnukach. Ja nie chcę mówić tylko o wnukach. Chciałabym jeszcze czegoś dla siebie.
Ostatnio Agnieszka przyszła z wnuczką i powiedziała:
– Mamo, musisz trochę odpuścić. My sobie poradzimy.
Popatrzyłam na nią i zapytałam cicho:
– A jeśli ja nie umiem inaczej?
Westchnęła tylko i poszła do pokoju.
Czuję się jak ktoś bez roli. Przez tyle lat bycie matką było całym moim światem. Teraz świat się zmienił i nie wiem, gdzie jest moje miejsce.
W nocy budzę się i myślę: Może gdybym była bardziej egoistyczna… Może gdybym czasem postawiła siebie na pierwszym miejscu… Ale wtedy moje dzieci nie miałyby tego dzieciństwa pełnego ciepła i bezpieczeństwa.
Czasem boję się przyszłości. Boję się samotności bardziej niż czegokolwiek innego.
Dziś rano zadzwoniła Agnieszka:
– Mamo, przepraszam za wczoraj. Kocham cię.
Poczułam ulgę i ból jednocześnie. Bo wiem, że kocha – ale wiem też, że już mnie nie potrzebuje tak jak kiedyś.
Czy można być zbyt dobrą matką? Czy da się nauczyć żyć dla siebie po tylu latach życia dla innych? Może wy macie odpowiedź…