W ósmym miesiącu ciąży wygrałam fortunę. Mąż mnie uderzył, a teściowa żądała pieniędzy. To, co wydarzyło się potem, zmieniło moje życie na zawsze…

— Co ty sobie wyobrażasz?! — wrzasnął Paweł, rzucając gazetą o stół. — Myślisz, że teraz wszystko będzie twoje? Że ja nic nie znaczę?!

Stałam w kuchni, trzymając się blatu, bo brzuch już ledwo mieścił się pod moją starą sukienką. W ósmym miesiącu ciąży czułam się jak balon, a teraz jeszcze to. W ręku ściskałam kupon Lotto, który zmienił wszystko. 3 miliony złotych. Trzy miliony! Powinnam skakać z radości, a zamiast tego czułam narastający lęk.

— Paweł, przecież to nasze szczęście… — próbowałam tłumaczyć, ale przerwał mi brutalnie.

— Twoje szczęście? Ty chyba zwariowałaś! — Jego twarz była czerwona, oczy błyszczały gniewem. — To ja utrzymuję ten dom! To ja haruję po nocach!

Wtedy pierwszy raz mnie uderzył. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia i bólu. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Przez chwilę świat zawirował mi przed oczami. Poczułam metaliczny smak krwi w ustach.

— Paweł… — wyszeptałam, ale on już wyszedł z kuchni, trzaskając drzwiami.

Nie miałam czasu na łzy. Musiałam być silna dla dziecka. Usiadłam na krześle i zaczęłam płakać cicho, żeby nie obudzić sąsiadów. Chciałam zadzwonić do mamy, ale wiedziałam, że ona zawsze powtarzała: „Małżeństwo to świętość, trzeba wybaczać”.

Następnego dnia przyszła teściowa. Pani Halina zawsze była chłodna, ale tego dnia jej oczy błyszczały chciwością.

— Słyszałam, że wygrałaś — powiedziała bez przywitania. — Paweł mówił, że masz już plany na te pieniądze?

— Jeszcze nie… — zaczęłam niepewnie.

— No to dobrze się zastanów — przerwała mi ostro. — My z Pawłem mamy kredyt do spłacenia. I samochód trzeba wymienić. A ty przecież nie pracujesz.

Poczułam się jak worek ziemniaków, który ktoś przestawia z kąta w kąt. Nikt nie pytał mnie o zdanie. Nikt nie zapytał, jak się czuję.

Wieczorem Paweł wrócił do domu pijany. Próbował mnie przepraszać, ale w jego oczach widziałam tylko żal do świata i do mnie.

— Gdybyś nie była taka uparta… — mamrotał pod nosem.

Z każdym dniem atmosfera gęstniała. Paweł coraz częściej znikał na całe noce, a teściowa wydzwaniała z nowymi pomysłami na wydanie moich pieniędzy.

W końcu nie wytrzymałam. Kiedy Paweł po raz drugi podniósł na mnie rękę, spakowałam torbę i uciekłam do koleżanki z liceum, Magdy.

— Boże, Anka! Co on ci zrobił?! — Magda patrzyła na moją podrapaną twarz i opuchnięte oczy.

— Wygrałam trzy miliony… i wszystko się rozpadło — wyszeptałam.

Magda przytuliła mnie mocno.

— Nie wracaj tam. Masz teraz szansę zacząć od nowa.

Przez kilka dni ukrywałam się u niej. Paweł dzwonił setki razy, groził i błagał na zmianę. Teściowa przysyłała SMS-y: „Nie rób wstydu rodzinie”, „Pieniądze należą się Pawłowi”.

W końcu poszłam na policję. Bałam się jak nigdy wcześniej. Składając zeznania, czułam się jakby ktoś rozdzierał mi serce na kawałki.

— Proszę pani, musi pani zadbać o siebie i dziecko — powiedziała policjantka cicho. — To nie pani powinna się wstydzić.

Z pomocą Magdy wynajęłam małe mieszkanie na obrzeżach miasta. Było skromne, ale moje. Każdego dnia budziłam się z lękiem i nadzieją jednocześnie.

Poród był trudny. Byłam sama na sali porodowej, trzymając w dłoni stary różaniec po babci. Kiedy usłyszałam pierwszy krzyk mojego synka, poczułam coś, czego nie da się opisać słowami: siłę i spokój jednocześnie.

Nazwalam go Michał – po moim tacie.

Po porodzie Paweł próbował walczyć o pieniądze w sądzie. Twierdził, że wszystko mu się należy jako głowie rodziny. Teściowa przysięgała przed sądem, że jestem „niepoczytalna” i „chora psychicznie”.

To były najgorsze miesiące mojego życia. Każdego dnia bałam się otworzyć drzwi albo odebrać telefon.

Ale wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego: wsparcie przyszło od ludzi, których najmniej się spodziewałam. Sąsiadka z nowego bloku przyniosła mi rosół i powiedziała: „Niech pani wie, że nie jest sama”. Pani z osiedlowego sklepu zawsze pytała o Michała i dawała mi uśmiech za darmo.

Z czasem zaczęłam chodzić na terapię dla kobiet po przemocy domowej. Tam poznałam inne kobiety – każda miała swoją historię, każda walczyła o siebie i dzieci.

Po roku sąd przyznał mi pełną opiekę nad Michałem i prawo do wygranej sumy. Paweł dostał zakaz zbliżania się do nas.

Dziś mam własną firmę – małą kawiarnię dla mam z dziećmi. Pomagam innym kobietom stanąć na nogi po trudnych przejściach.

Czasem patrzę na Michała i myślę: czy gdybym wtedy nie wygrała tych pieniędzy, moje życie byłoby spokojniejsze? Czy musiałam przejść przez piekło, żeby odnaleźć siebie?

A może to właśnie ta wygrana była moją szansą na wolność? Co wy byście zrobili na moim miejscu?