Gdy zawalił się mój świat: Jak walczyłam o córkę, gdy jej mąż i jego rodzina chcieli ją złamać

— Mamo, ja już nie wytrzymam — głos Ani był cichy, ale w nim drżało coś, co rozdzierało mi serce. Stała w progu kuchni, z oczami czerwonymi od płaczu, a ja czułam, jak cała krew odpływa mi z twarzy. Był środek zimy, śnieg tłumił dźwięki za oknem, a w naszym domu panowała cisza tak gęsta, że aż bolała.

— Co się stało, kochanie? — zapytałam, choć przeczuwałam odpowiedź.

Ania usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła bawić się obrączką na palcu. — Znowu się pokłóciliśmy. Michał powiedział, że jestem beznadziejna, że nie potrafię nawet dobrze wychować dzieci. A jego matka… — głos jej się załamał — powiedziała przy dzieciach, że powinnam wrócić do ciebie, bo tylko do tego się nadaję.

Poczułam wściekłość. Moja córka zawsze była wrażliwa, ale też silna. Od dziecka walczyła o swoje miejsce wśród rówieśników, nigdy nie pozwalała sobie wejść na głowę. A teraz? Odkąd wyszła za Michała, widziałam jak gaśnie. Jego rodzina — zwłaszcza matka, pani Halina — od początku dawała jej do zrozumienia, że nie jest wystarczająco dobra dla ich syna. „Michał zasługuje na kogoś lepszego”, słyszałam nieraz na rodzinnych spotkaniach. Zawsze wtedy zaciskałam zęby i milczałam.

Ale tego dnia coś we mnie pękło.

— Aniu, nie możesz pozwolić im tak siebie traktować! — powiedziałam stanowczo. — Jesteś wartościową kobietą i świetną matką. Nie pozwól im wmówić sobie inaczej.

Ania spojrzała na mnie z rezygnacją. — Mamo, ja już nie mam siły walczyć. Michał zawsze staje po stronie swojej matki. Nawet kiedy widzi, że płaczę… On mówi tylko: „Przesadzasz” albo „Nie bądź taka przewrażliwiona”.

Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Słyszałam tylko tykanie zegara i ciche szlochanie Ani. Wtedy podjęłam decyzję.

— Jutro jadę z tobą do nich. Porozmawiam z Haliną i Michałem. To nie może tak dalej wyglądać.

Ania spojrzała na mnie przerażona. — Mamo, proszę… To tylko pogorszy sprawę.

— Nie tym razem — odpowiedziałam twardo.

Nazajutrz pojechałyśmy razem do mieszkania Michała i Ani na warszawskim Ursynowie. Halina była już tam, jak zwykle „przypadkiem” przyszła pomóc przy wnukach. Gdy weszłyśmy do salonu, spojrzała na mnie chłodno.

— O, pani Barbara! Dawno pani nie było — powiedziała z udawaną uprzejmością.

— Dzień dobry, Halino — odpowiedziałam równie chłodno. — Chciałabym porozmawiać.

Michał wszedł do pokoju i od razu wyczuł napięcie. — Co się dzieje?

Spojrzałam mu prosto w oczy. — Michał, musimy porozmawiać o tym, jak traktujecie Anię. Nie pozwolę, żeby moja córka była upokarzana we własnym domu.

Halina prychnęła. — Może pani powinna lepiej ją wychować? Zawsze była taka delikatna i przewrażliwiona. Michał potrzebuje silnej kobiety.

— A Ania potrzebuje szacunku! — podniosłam głos mimo woli. — Czy wy naprawdę nie widzicie, ile ona robi dla tej rodziny? Czy kiedykolwiek ją doceniliście?

Michał spojrzał na matkę, potem na żonę. — Mamo…

Ale Halina nie dawała za wygraną. — Pani córka ciągle narzeka! Wszystko jej przeszkadza! Może powinna wrócić do pani na wieś i tam sobie narzekać!

Poczułam łzy napływające do oczu Ani. Wstałam gwałtownie.

— Dość! — krzyknęłam. — Jeśli jeszcze raz usłyszę takie słowa pod adresem mojej córki, zrobię wszystko, żeby już nigdy nie musiała was oglądać!

Zapadła cisza. Michał patrzył na mnie z niedowierzaniem.

— Mamo…

— Nie! — przerwałam mu Ania drżącym głosem. — Mama ma rację. Nie chcę już tak żyć.

Halina zerwała się z miejsca i wybiegła z mieszkania trzaskając drzwiami. Michał został sam z nami w salonie.

— Aniu… Przesadzasz…

— Nie przesadzam! — krzyknęła moja córka przez łzy. — Od lat pozwalam ci i twojej matce mną pomiatać! Mam dość!

Wyszłyśmy razem z mieszkania. Ania trzęsła się cała ze stresu i płaczu.

Przez kolejne dni nie odzywała się do Michała. Zamieszkała u mnie z dziećmi. Michał dzwonił, błagał o rozmowę, ale Ania była nieugięta.

Po tygodniu przyszedł do nas sam. Usiadł przy stole i przez długą chwilę milczał.

— Przepraszam — powiedział w końcu cicho. — Nie wiedziałem… Nie chciałem…

Ania patrzyła na niego długo.

— Jeśli chcesz być ze mną i naszymi dziećmi, musisz postawić granice swojej matce. Inaczej nie wrócę.

Michał skinął głową ze łzami w oczach.

Minęły miesiące pełne terapii rodzinnej i trudnych rozmów. Halina długo nie mogła pogodzić się z nową sytuacją; próbowała manipulować Michałem, groziła nawet zerwaniem kontaktów z wnukami. Ale Ania była twarda jak nigdy wcześniej.

Dziś mieszkają razem, ale relacje z Haliną są chłodne i oficjalne. Czasem zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam wtrącając się w ich życie… Czy moje słowa uratowały moją córkę przed złamaniem? Czy może tylko pogłębiły rany?

Patrzę na Anię i widzę w niej siłę, której wcześniej nie znałam. Ale czy każda matka powinna walczyć za swoje dziecko aż do końca? Czy czasem lepiej pozwolić im samym upaść i się podnieść? Co wy byście zrobili na moim miejscu?