„Dostałam wiadomość na Facebooku od nieznajomej kobiety”: To, co mi napisała o moim mężu, zburzyło cały mój świat

Herbata niemal wypadła mi z rąk, gdy przeczytałam: „Twój mąż nie jest tym, za kogo się podaje”. Przez chwilę siedziałam nieruchomo, jakby czas się zatrzymał. Wpatrywałam się w ekran telefonu, a serce waliło mi jak oszalałe. „Co to ma znaczyć? Kto to jest?” – myśli kłębiły się w mojej głowie.

Nie mogłam się powstrzymać. Odpisałam: „Kim pani jest? O co chodzi?”. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: „Nazywam się Iwona. Przepraszam, że piszę, ale musisz wiedzieć prawdę. Twój mąż, Paweł, od dwóch lat spotyka się z moją siostrą. Mają razem dziecko”.

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Paweł? Mój Paweł? Ten sam, który codziennie rano całuje mnie w czoło przed wyjściem do pracy? Ten, który zawsze mówił, że rodzina jest najważniejsza? Przez chwilę miałam ochotę wyrzucić telefon przez okno, ale zamiast tego zaczęłam gorączkowo przeglądać profil Iwony. Zdjęcia z jakiegoś rodzinnego grilla, dzieci, kobieta podobna do niej – pewnie ta siostra. I Paweł. Na jednym zdjęciu stał obok tej kobiety, trzymając na rękach małego chłopca.

W głowie miałam mętlik. Próbowałam sobie przypomnieć wszystkie momenty, kiedy Paweł wracał później z pracy, kiedy mówił, że musi zostać dłużej w biurze albo wyjeżdżał na „szkolenia” do Warszawy. Czy naprawdę byłam aż tak ślepa?

Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Magdy. „Musisz przyjechać” – powiedziałam drżącym głosem. Kiedy przyszła, pokazałam jej wiadomość. Magda objęła mnie i przez chwilę płakałyśmy razem w ciszy.

Wieczorem Paweł wrócił do domu jak zwykle. Uśmiechnięty, z bukietem tulipanów – „Bo wiem, że miałaś ciężki dzień”. Patrzyłam na niego i czułam narastającą wściekłość.

– Paweł, musimy porozmawiać – powiedziałam zimno.
– Co się stało? – zapytał zaniepokojony.
– Kim jest Iwona? I dlaczego pisze do mnie takie rzeczy?

Zbladł. Widziałam to wyraźnie. Przez chwilę milczał, a potem usiadł ciężko na krześle.
– To nie tak miało wyjść… – zaczął cicho.
– Więc jak miało wyjść? – przerwałam mu ostro.

Przez następne dwie godziny słuchałam historii o tym, jak poznał Kasię – siostrę Iwony – na firmowym wyjeździe integracyjnym. Jak wszystko zaczęło się niewinnie, a potem wymknęło spod kontroli. Jak nie miał odwagi mi powiedzieć, bo nie chciał mnie skrzywdzić. Jak próbował to zakończyć, ale kiedy dowiedział się o dziecku, nie potrafił ich zostawić.

– Kocham cię – powiedział na końcu. – Ale nie wiem już, kim jestem.

Nie spałam tej nocy ani minuty. Wpatrywałam się w sufit i myślałam o naszym życiu: wspólnych wakacjach nad Bałtykiem, świętach u mojej mamy w Gdańsku, planach na przyszłość. Wszystko wydawało się teraz kłamstwem.

Następnego dnia zadzwoniła moja mama:
– Dziecko, co się dzieje? Magda do mnie dzwoniła… – jej głos był pełen troski.
– Mamo… Paweł mnie zdradził. Ma dziecko z inną kobietą.

Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Wiesz, że zawsze możesz wrócić do domu – powiedziała w końcu cicho.

Ale ja nie chciałam wracać do domu jak pokonana. Chciałam walczyć o siebie i swoje życie. Przez kolejne dni rozmawialiśmy z Pawłem godzinami – o wszystkim: o naszej córce Zosi, o tym, co dalej z naszym małżeństwem, czy jest jeszcze coś do uratowania.

Zosia miała wtedy siedem lat. Patrzyła na mnie wielkimi oczami i pytała:
– Mamusiu, dlaczego płaczesz?
Nie potrafiłam jej odpowiedzieć.

Paweł próbował być wszędzie naraz – u nas i u tamtej kobiety. Czułam się coraz bardziej upokorzona i samotna. Magda powtarzała mi: „Musisz podjąć decyzję dla siebie, nie dla niego”.

W końcu poprosiłam Pawła, żeby się wyprowadził.
– Muszę to wszystko przemyśleć – powiedziałam stanowczo.

Przez kolejne tygodnie uczyłam się żyć na nowo. Chodziłam do pracy jak automat, odbierałam Zosię ze szkoły, gotowałam obiady i płakałam po nocach. Czasem miałam ochotę napisać do tej Kasi i zapytać: „Jak mogłaś?”, ale powstrzymywałam się – wiedziałam, że to niczego nie zmieni.

Najtrudniejsze były weekendy, kiedy Zosia jechała do Pawła. Wtedy czułam pustkę tak wielką, że aż bolało fizycznie. Zaczęłam chodzić na terapię. Tam po raz pierwszy powiedziałam na głos: „Nie wiem już, kim jestem bez niego”.

Minęły miesiące. Nauczyłam się oddychać bez bólu w piersi. Zaczęłam spotykać się ze znajomymi, jeździć z Zosią na rowerze po lesie Kabackim, śmiać się z głupich filmików na YouTube. Paweł próbował wrócić kilka razy – przynosił kwiaty, pisał długie listy. Ale ja już wiedziałam: nie chcę żyć w kłamstwie.

Dziś jestem inną osobą niż wtedy tamtego środowego popołudnia. Silniejszą? Może tak. Na pewno bardziej ostrożną i świadomą siebie.

Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: czy można naprawdę zaufać komuś jeszcze po takim upokorzeniu? Czy da się odbudować życie od nowa?

A Wy? Co byście zrobili na moim miejscu?