Przeczytałam wiadomości teściowej z moim mężem. Teraz nie wiem, czy powinnam walczyć o ten związek…

– „Nie mogę już tego słuchać, Andrzej!” – krzyknęłam, rzucając telefon na stół. Palce mi drżały, serce waliło jak oszalałe. Właśnie przeczytałam całą korespondencję między moim mężem a jego matką. Nie powinnam była tego robić, wiem. Ale kiedy przez przypadek zobaczyłam powiadomienie: „Mama: Musisz w końcu postawić się tej swojej żonie”, nie mogłam się powstrzymać.

Andrzej patrzył na mnie z wyrzutem, jakbym to ja zrobiła coś złego. – „To prywatne rozmowy! Nie masz prawa ich czytać!” – syknął, odwracając wzrok.

– „Prywatne? Andrzej, twoja matka pisze o mnie jak o jakiejś obcej kobiecie! Mówi ci, żebyś się mnie nie słuchał, żebyś walczył o swoje… O co tu chodzi? O mieszkanie? O nas?” – głos mi się łamał, łzy cisnęły się do oczu.

Od dziecka wierzyłam, że w związku najważniejsza jest miłość. Że jeśli dwoje ludzi się kocha, to przetrwają wszystko. Wyszłam za Andrzeja wcześnie, jeszcze na studiach. Był moim kolegą z grupy – nie miał bogatych rodziców, ale miałam własne mieszkanie po babci i wydawało mi się, że razem damy radę. Byliśmy szczęśliwi. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Zawsze powtarzałam sobie, że nie będę jak moja mama – nie będę kontrolować życia swoich dzieci. Ale teraz widzę, jak bardzo można się pomylić co do ludzi. Teściowa od początku patrzyła na mnie z góry. „Taka młoda, a już mieszkanie ma… Pewnie zaraz Andrzej będzie musiał się wyprowadzić” – mówiła niby żartem na rodzinnych spotkaniach. Przymykałam na to oko. Myślałam: „To tylko słowa”.

Ale potem zaczęły się drobne złośliwości. „A czemu nie gotujesz Andrzejowi obiadu? Moja mama zawsze gotowała tacie!” albo „Nie powinnaś tyle pracować, kobieta powinna dbać o dom”. Andrzej zawsze wtedy milczał. Czasem tylko ścisnął mnie za rękę pod stołem.

Kiedy zaszłam w ciążę, miałam nadzieję, że wszystko się zmieni. Że teściowa zobaczy we mnie matkę jej wnuka i zacznie mnie szanować. Ale było jeszcze gorzej. „Nie noś ciężkich zakupów! Nie powinnaś tyle siedzieć przy komputerze! Dziecko ci się urodzi chore!” – słyszałam niemal codziennie przez telefon.

Andrzej coraz częściej jeździł do matki sam. Tłumaczył się: „Muszę jej pomóc w ogrodzie”, „Zepsuła jej się pralka”. Ja zostawałam sama z dzieckiem i domem. Z czasem przestałam pytać, kiedy wróci.

Aż do dziś myślałam, że to tylko przejściowe trudności. Że Andrzej po prostu nie umie postawić granic swojej matce. Ale po przeczytaniu tych wiadomości… Czuję się zdradzona. Nie fizycznie – ale emocjonalnie. Bo jak można pisać o własnej żonie: „Ona zawsze musi postawić na swoim”, „Nie pozwól jej decydować o wszystkim”, „Może czas pomyśleć o rozdzielności majątkowej”?

– „To twoja matka napisała, że powinniśmy zrobić rozdzielność majątkową?” – zapytałam cicho.

Andrzej spuścił głowę. – „Ona się martwi… Że jakby coś się stało…”

– „Że co? Że cię wyrzucę z mieszkania? Przecież to nasz dom! Nasza rodzina!” – poczułam, jak coś we mnie pęka.

Wyszedł bez słowa. Zostawił mnie z dzieckiem i tysiącem myśli w głowie.

Wieczorem zadzwoniła teściowa.

– „Wiesz, kochanie… Andrzej jest u mnie. Musisz zrozumieć, że on też ma prawo do swojego zdania. Ty zawsze wszystko ustawiasz po swojemu…”

Nie wytrzymałam.

– „Pani Danuto, to jest moje życie! Moje małżeństwo! Proszę przestać wtrącać się w nasze sprawy!”

Rozłączyła się bez słowa.

Przez kolejne dni Andrzej wracał późno albo wcale. Unikał rozmów, spał na kanapie w salonie. Nasze dziecko pytało: „Gdzie tata? Czemu nie jemy razem kolacji?” Nie umiałam odpowiedzieć.

W pracy ledwo dawałam sobie radę. Szefowa patrzyła na mnie z troską: „Wszystko w porządku? Wyglądasz na zmęczoną”.

Chciałam walczyć o naszą rodzinę. Ale ile można walczyć sama?

Pewnego wieczoru usiadłam przy kuchennym stole i zaczęłam pisać pozew o rozwód. Łzy kapały mi na klawiaturę. Przypomniałam sobie nasze wspólne chwile – pierwsze wakacje nad morzem, narodziny synka, śmiech przy śniadaniu… Ale potem wracały słowa teściowej: „Musisz postawić się tej swojej żonie”.

Czy naprawdę jestem taka zła? Czy to ja rozwalam naszą rodzinę?

Następnego dnia Andrzej wrócił wcześniej niż zwykle.

– „Musimy pogadać” – powiedział cicho.

Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Patrzył na mnie długo, jakby szukał odpowiedzi w moich oczach.

– „Nie wiem już, co robić” – zaczął. – „Mama mówi jedno, ty drugie… Czuję się rozdarty. Nie chcę cię stracić, ale nie chcę też ranić mamy…”

– „A co z nami? Z naszym dzieckiem? Z naszym domem?” – zapytałam drżącym głosem.

Milczał długo.

– „Może potrzebujemy przerwy…”

Tej nocy nie spałam ani minuty. Myślałam o tym wszystkim, co przeżyliśmy razem i o tym, ile jeszcze jestem w stanie znieść.

Dziś siedzę sama przy kuchennym stole i patrzę na pozew o rozwód leżący obok kubka zimnej herbaty. Czy naprawdę tak kończy się miłość? Czy można wygrać z manipulacją i toksyczną relacją teściowej?

Może powinnam walczyć dalej… A może czas odejść i zacząć od nowa?

Czy ktoś z was był kiedyś w podobnej sytuacji? Jak podjąć decyzję, która złamie serce całej rodziny?