„Oddam ostatni grosz mojej mamie. Teściowa niech radzi sobie sama” – historia o lojalności, rodzinnych konfliktach i granicach pomocy
– Znowu wysłałaś jej pieniądze? – głos Pawła był zimny jak lód, a ja poczułam, jak ściska mnie w żołądku. Stałam w kuchni, z kubkiem zimnej już kawy, patrząc przez okno na szare, kwietniowe niebo. Nasz synek, Staś, spał w pokoju obok, a ja po raz kolejny musiałam tłumaczyć się z tego, co zrobiłam dla własnej matki.
– Paweł, ona nie ma nikogo poza mną. Tata odszedł dawno temu, a jej emerytura ledwo starcza na rachunki – odpowiedziałam cicho, próbując nie podnieść głosu. Wiedziałam, że jeśli Staś się obudzi, będzie płakał przez pół godziny.
Paweł wszedł do kuchni i zatrzymał się naprzeciwko mnie. – A moja mama? Myślisz, że jej jest łatwiej? Też jest sama. Ale jakoś nie widzę, żebyś jej pomagała. Zawsze tylko twoja matka i twoje sprawy.
Zacisnęłam dłonie na kubku. – Twoja mama ma dwie córki i własne mieszkanie. Moja mama mieszka w starej kamienicy z przeciekającym dachem. Nie rozumiesz tego?
– Rozumiem tylko tyle, że od kiedy jesteś na macierzyńskim, wszystko spadło na mnie. I jeszcze muszę utrzymywać twoją rodzinę! – wybuchł.
To była ta chwila. Ta jedna rozmowa, która rozdarła nas na pół. Bo przecież nie chodziło tylko o pieniądze. Chodziło o lojalność. O to, komu jestem winna więcej: matce, która poświęciła dla mnie wszystko, czy mężowi, z którym miałam budować nowe życie?
Kiedy byłam mała, mama zawsze powtarzała: „Pamiętaj, Aniu, rodzina to najważniejsze”. Ale nigdy nie powiedziała mi, co zrobić, gdy rodzina zaczyna się dzielić na „moja” i „twoja”.
Po narodzinach Stasia wszystko się zmieniło. Byłam zmęczona, niewyspana i samotna jak nigdy wcześniej. Paweł coraz częściej wracał późno z pracy. Jego matka dzwoniła codziennie z pretensjami: „Dlaczego nie przyjeżdżacie? Przecież Staś już ma trzy miesiące!”. Moja mama za to milczała – wiedziała, że nie mam siły na rozmowy.
Pewnego dnia Paweł przyszedł do domu zły jak osa. Rzucił torbę na podłogę i bez słowa poszedł do łazienki. Staś płakał od godziny – miał kolki i nic nie pomagało. Zadzwoniłam do mamy.
– Mamo… ja już nie daję rady – wyszeptałam przez łzy.
– Aniu, kochanie… Chciałabym ci pomóc, ale sama wiesz… – jej głos był cichy i zmęczony.
– Wiem… przepraszam – odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. W głowie miałam słowa Pawła: „Twoja matka i twoje sprawy”. Czy naprawdę byłam aż tak samolubna?
Następnego dnia Paweł zaproponował coś, co miało być kompromisem:
– Może ustalimy limit? Po 200 złotych miesięcznie dla każdej z mam. Sprawiedliwie.
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
– Twoja mama ma oszczędności! Moja nie ma nic! To nie jest sprawiedliwe!
– A ja mam już dość tego ciągłego dzielenia! – krzyknął i wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
Zostałam sama z dzieckiem na rękach i poczuciem winy w sercu.
Przez kolejne tygodnie nasze rozmowy były coraz krótsze. Paweł spał na kanapie w salonie. Ja przestałam dzwonić do mamy – bałam się kolejnych kłótni.
W końcu przyszła wiadomość od teściowej:
„Aniu, wiem, że jest wam ciężko. Ale może moglibyście mi pożyczyć trochę pieniędzy? Muszę zrobić remont łazienki.”
Poczułam złość. Gdzie była ta kobieta, gdy Staś miał gorączkę i potrzebowałam pomocy? Gdzie była, gdy Paweł wracał późno z pracy?
Odpisałam krótko: „Przykro mi, ale nie możemy teraz pomóc.”
Wieczorem Paweł znalazł tę wiadomość na moim telefonie.
– Serio? Nawet nie zapytałaś mnie o zdanie? – jego oczy były pełne rozczarowania.
– A ty kiedy ostatnio zapytałeś mnie o moje zdanie? – odpowiedziałam ostro.
Tego wieczoru wybuchła największa kłótnia w naszym małżeństwie. Krzyczeliśmy na siebie tak głośno, że Staś się obudził i zaczął płakać.
Po tej nocy wiedziałam już jedno: muszę postawić granice. Nie mogę być wszystkim dla wszystkich.
Zadzwoniłam do mamy:
– Mamo… Nie mogę ci już pomagać tak jak dawniej. Muszę zadbać o siebie i Stasia.
Mama milczała przez chwilę.
– Rozumiem, Aniu. I tak jestem z ciebie dumna.
Poczułam ulgę… i ogromny smutek.
Z Pawłem zaczęliśmy chodzić na terapię dla par. Uczyliśmy się rozmawiać bez oskarżeń i pretensji. Ale rana pozostała.
Czasem patrzę na Stasia i zastanawiam się: czy kiedyś on też będzie musiał wybierać między mną a kimś innym? Czy można być dobrą córką i żoną jednocześnie? A może zawsze ktoś będzie musiał poczuć się zdradzony?