Nie jestem służącą swojej rodziny: dzień, w którym powiedziałam dość
— Gabriela, możesz jeszcze umyć podłogę w kuchni? Dzieci zaraz wrócą, a ja muszę odpocząć — głos Magdy, mojej synowej, odbił się echem w mojej głowie. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w gorącej wodzie, zmywając kolejne talerze po obiedzie. Moje plecy bolały, a serce ściskał żal. Spojrzałam na zegar — była już siedemnasta. Od rana byłam u nich: zrobiłam zakupy, odebrałam wnuki ze szkoły, ugotowałam obiad, posprzątałam łazienkę. A teraz jeszcze podłoga.
— Magda, może sama… — zaczęłam nieśmiało, ale ona już była na schodach, z telefonem przy uchu. — Dzięki, mamo! — rzuciła przez ramię.
Poczułam się jak cień we własnym życiu. Przez lata powtarzałam sobie, że rodzina to świętość. Że matka i babcia powinna pomagać. Ale czy naprawdę o to chodziło? Czy bycie dobrą matką oznaczało rezygnację z siebie?
Mój syn, Tomek, był zawsze zajęty pracą. Rzadko rozmawialiśmy dłużej niż kilka minut. — Mamo, Magda ma dużo na głowie, pomóż jej trochę — powtarzał. Ale czy ktoś pytał, ile ja mam na głowie? Po śmierci męża zostałam sama w dużym mieszkaniu na Pradze. Czasem czułam się niewidzialna. Moje życie kręciło się wokół innych: wnuków, dzieci, nawet sąsiadki, która czasem prosiła o pomoc przy zakupach.
Pamiętam dzień, kiedy wszystko się zmieniło. Był piątek, padał deszcz. Wróciłam do domu po całym dniu u Tomka i Magdy. Ledwo zamknęłam drzwi, zadzwonił telefon.
— Mamo, możesz jutro przyjść wcześniej? Magda źle się czuje — usłyszałam głos syna.
— Tomku, ja też jestem zmęczona… — powiedziałam cicho.
— Ale przecież nie pracujesz! — odpowiedział bez namysłu.
To zdanie uderzyło mnie jak policzek. Nie pracuję? Czy opieka nad wnukami, gotowanie obiadów i sprzątanie to nie praca? Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. Wspominałam czasy, gdy byłam młoda i pełna marzeń. Chciałam być malarką. Zawsze odkładałam swoje pasje „na później”, bo dzieci, bo dom, bo obowiązki.
Następnego dnia rano spojrzałam w lustro. Zobaczyłam zmęczoną kobietę z siwymi włosami i smutnymi oczami. Czy to naprawdę ja? Czy tak miało wyglądać moje życie?
Kiedy przyszłam do Tomka i Magdy, atmosfera była napięta. Magda leżała na kanapie z laptopem na kolanach.
— Gabriela, możesz zrobić pranie? I sprawdź proszę zeszyty dzieci — rzuciła bez spojrzenia w moją stronę.
Poczułam narastający gniew. Wzięłam głęboki oddech.
— Magdo, czy ty mnie w ogóle widzisz? — zapytałam drżącym głosem.
Spojrzała na mnie zdziwiona.
— O co ci chodzi?
— Od miesięcy traktujecie mnie jak służącą. Pomagam wam z serca, ale mam też swoje życie! Chcę odpocząć, chcę robić coś dla siebie!
W pokoju zapadła cisza. Dzieci przestały grać na konsoli i spojrzały na mnie szeroko otwartymi oczami.
Tomek wszedł do pokoju z kubkiem kawy.
— Mamo, nie przesadzaj… Przecież zawsze pomagałaś.
— Bo myślałam, że tak trzeba! Ale już nie mogę! — krzyknęłam przez łzy.
Wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami. Na klatce schodowej usiadłam na schodach i rozpłakałam się jak dziecko. Po raz pierwszy od lat poczułam ulgę.
Przez kolejne dni nikt do mnie nie dzwonił. Cisza bolała bardziej niż słowa. Zaczęłam wychodzić na spacery po parku Skaryszewskim. Kupiłam farby i płótno. Malowałam zachody słońca i kwiaty — to było moje lekarstwo.
Po tygodniu zadzwoniła Magda.
— Gabrielo… przepraszam. Nie zauważyliśmy nawet, jak bardzo cię obciążamy. Możesz przyjechać na obiad? Chcemy porozmawiać.
Pojechałam z duszą na ramieniu. Przy stole panowała inna atmosfera — mniej pośpiechu, więcej uważności.
— Mamo — zaczął Tomek — nie chcieliśmy cię zranić. Po prostu… przyzwyczailiśmy się do twojej pomocy.
— Ja też przepraszam za krzyk — powiedziałam cicho. — Ale muszę mieć czas dla siebie.
Magda uśmiechnęła się niepewnie.
— Może nauczysz mnie twojego barszczu? Sama go ugotuję następnym razem.
Poczułam ciepło w sercu. To był początek nowego rozdziału.
Dziś wiem jedno: nikt nie ma prawa traktować mnie jak służącej tylko dlatego, że jestem matką czy babcią. Pomagać można z serca, ale trzeba też dbać o siebie.
Czy wy też czasem czujecie się niewidzialni dla swoich bliskich? Ile jeszcze można poświęcać siebie dla innych?