„Zabraliście mi syna” – Moja opowieść o rodzinnych ranach, które nie chcą się zagoić
– Mamo, ja już nie mogę… – głos Kasi drżał przez telefon, a ja poczułam, jak serce ściska mi się z bólu. Była grudniowa noc, śnieg tłumił dźwięki miasta, a ja siedziałam w kuchni, patrząc na zdjęcie mojego wnuka, Antosia. – Proszę, przyjedź. On płacze cały czas, ja nie śpię od tygodni…
Nie zastanawiałam się ani chwili. Wciągnęłam płaszcz na piżamę i pobiegłam na przystanek. Pamiętam, jak trzęsły mi się ręce, gdy otwierałam drzwi do mieszkania Kasi. W środku panował chaos – pieluchy na podłodze, zabawki wszędzie, a Kasia siedziała na kanapie z podkrążonymi oczami, tuląc rozwrzeszczanego Antosia.
– Daj mi go – powiedziałam łagodnie. Wzięłam wnuka na ręce i zaczęłam go kołysać. Po kilku minutach zasnął. Kasia patrzyła na mnie z mieszaniną ulgi i wstydu.
Tak zaczęła się moja nowa rola – babci-matki. Kasia wróciła do pracy po kilku miesiącach urlopu macierzyńskiego. Mówiła, że musi zarabiać, że nie może pozwolić sobie na przerwę w karierze. Zgodziłam się zostać z Antosiem na cały etat. Przez kolejne lata byłam dla niego wszystkim: opiekunką, nauczycielką, powierniczką sekretów i pierwszą osobą, do której biegł z każdym problemem.
Kasia coraz rzadziej bywała w domu. Czasem wracała późno w nocy, czasem znikała na weekendy służbowe. Tłumaczyła się: – Mamo, robię to dla nas. Chcę dać Antosiowi lepszą przyszłość.
Nie miałam jej tego za złe. Sama kiedyś byłam młodą matką i pamiętam, jak trudno było pogodzić wszystko naraz. Ale z czasem zaczęłam czuć się… potrzebna? Niezastąpiona? Może nawet dumna z tego, że to ja uczę Antosia pierwszych słów i pokazuję mu świat.
Czas mijał szybko. Antoś rósł jak na drożdżach. Był pogodnym chłopcem, uwielbiał czytać książki i układać klocki Lego. Mówił do mnie „mamo”, choć starałam się go poprawiać.
– Babciu, kocham cię najbardziej na świecie! – wykrzykiwał każdego wieczoru przed snem.
Wiedziałam, że to nie jest normalne. Wiedziałam też, że Kasia coraz bardziej oddala się od syna. Kiedy próbowałam z nią rozmawiać, zbywała mnie: – Mamo, nie dramatyzuj. On po prostu cię lubi.
Aż pewnego dnia wszystko się zmieniło.
Kasia dostała awans i postanowiła wrócić do roli matki na pełen etat. – Od teraz ja zajmuję się Antosiem – oznajmiła stanowczo. – Ty możesz odpocząć.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Próbowałam tłumaczyć: – On jest przyzwyczajony do mnie…
– Właśnie dlatego muszę to zmienić! – wybuchła Kasia. – Zabrałaś mi syna! On nawet nie chce ze mną rozmawiać! Wszystko przez ciebie!
Te słowa uderzyły mnie jak policzek. Przez kilka dni chodziłam jak struta. Antoś płakał, kiedy Kasia próbowała go zabrać do siebie. Ona była coraz bardziej sfrustrowana, a ja czułam się winna za wszystko.
Zaczęły się kłótnie. Kasia zarzucała mi manipulację: – Chciałaś mieć własne dziecko jeszcze raz? Nie potrafisz odpuścić kontroli?
A ja tylko chciałam pomóc…
W końcu Kasia postawiła sprawę jasno: – Albo przestaniesz się wtrącać, albo przestanę pozwalać ci widywać Antosia.
To był dla mnie cios prosto w serce. Przez kilka tygodni widywałam wnuka tylko przez okno albo przez krótkie wizyty pod pretekstem oddania rzeczy. Antoś był smutny i zamknięty w sobie.
Pewnego wieczoru zadzwonił do mnie: – Babciu, dlaczego już mnie nie kochasz?
Łzy spływały mi po policzkach. – Kocham cię najbardziej na świecie, skarbie…
Nie spałam całą noc. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy powinnam była od początku postawić granice? Czy to moja wina, że Kasia nie potrafi odnaleźć się w roli matki?
W końcu zadzwoniłam do niej: – Kasiu, musimy porozmawiać. Nie chcę wojny w rodzinie.
Spotkałyśmy się w kawiarni. Kasia była spięta i nie patrzyła mi w oczy.
– Przepraszam – zaczęłam cicho. – Może rzeczywiście za bardzo się zaangażowałam… Ale robiłam to z miłości.
Kasia milczała długo.
– Ja też przepraszam – powiedziała w końcu. – Po prostu… boję się, że już nigdy nie będę dla niego najważniejsza.
Patrzyłyśmy na siebie przez łzy.
Dziś nasza relacja jest trudna i pełna niedopowiedzeń. Staram się być tylko babcią, ale czasem serce wyrywa się do roli matki. Antoś jest rozdarty między nami.
Czasem pytam siebie: czy można kochać za bardzo? Czy da się naprawić rodzinne rany? Może wy mi powiecie…