Nigdy Wystarczająco Dobra dla Michała: Moja Walka z Miłością i Uprzedzeniami
– Znowu przyszłaś w tych samych butach? – głos pani Grażyny, matki Michała, przeszył ciszę jak nóż. Stałam w przedpokoju, ściskając w dłoni bukiet tulipanów, który miał być gestem wdzięczności za zaproszenie. Michał stał obok mnie, nerwowo poprawiając kołnierzyk koszuli.
– Mamo… – zaczął cicho, ale ona już odwróciła się na pięcie i ruszyła do kuchni.
To był trzeci raz, kiedy odwiedzałam dom Michała. Za każdym razem miałam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Że może pani Grażyna uśmiechnie się do mnie szczerze, a pan Andrzej zapyta o coś więcej niż tylko moją pracę w sklepie spożywczym. Ale ich spojrzenia były zawsze chłodne, a rozmowy pełne niedopowiedzeń.
Michał był dla mnie wszystkim. Poznaliśmy się na studiach w Krakowie – on studiował informatykę, ja pedagogikę. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. On – spokojny, opanowany, zawsze gotów wysłuchać. Ja – pełna energii, z głową pełną marzeń, choć życie nigdy mnie nie rozpieszczało.
Pochodziłam z małego miasteczka pod Tarnowem. Moja mama była pielęgniarką, ojciec zmarł, gdy miałam dwanaście lat. Michał wychował się w Krakowie, w rodzinie lekarzy i prawników. Jego rodzice mieli wobec niego wielkie oczekiwania – i równie wielkie wobec jego partnerki.
Pierwsza kolacja u nich była jak egzamin. Pani Grażyna patrzyła na mnie z góry, pytając o plany na przyszłość i wytykając mi brak ambicji:
– A nie myślałaś o czymś poważniejszym niż praca na kasie? – zapytała, nie kryjąc ironii.
– Pracuję tam tylko tymczasowo, żeby dorobić na studia… – próbowałam się tłumaczyć.
– No tak, ale przecież Michał zasługuje na kogoś… kto będzie go wspierał na odpowiednim poziomie.
Michał milczał. Wiedziałam, że jest mu przykro, ale nie potrafił stanąć po mojej stronie. Po kolacji wracaliśmy do jego mieszkania w ciszy. W końcu powiedział:
– Przepraszam za nich… Oni po prostu są tacy… wymagający.
– A ty? – zapytałam cicho. – Czego ty ode mnie oczekujesz?
Nie odpowiedział.
Z czasem zaczęłam unikać spotkań z jego rodziną. Każda wizyta kończyła się łzami i poczuciem winy. Czułam się coraz bardziej samotna. Michał próbował mnie pocieszać:
– Kocham cię. To się liczy.
Ale czy to wystarczy?
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani Grażyna:
– Chciałabym z tobą porozmawiać – powiedziała chłodno. – Sama.
Spotkałyśmy się w kawiarni przy Rynku. Siedziała wyprostowana, z filiżanką kawy w dłoni.
– Wiesz, że Michał jest dla nas wszystkim – zaczęła bez zbędnych uprzejmości. – Chcemy dla niego jak najlepiej. Ty… nie pasujesz do naszej rodziny.
Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz.
– Przepraszam… ale dlaczego? – zapytałam drżącym głosem.
– Nie chodzi tylko o twoje pochodzenie czy pracę. Po prostu… nie widzę cię u boku mojego syna. On potrzebuje kogoś silniejszego, bardziej ambitnego.
Wyszłam stamtąd z poczuciem upokorzenia i bezsilności. Michał był wściekły, gdy mu o tym powiedziałam:
– Nie mają prawa tak cię traktować! – krzyczał. – Kocham cię i nie pozwolę im decydować za mnie!
Ale słowa to jedno, a czyny drugie. Z czasem zaczął się zmieniać. Coraz częściej wracał późno z pracy, unikał rozmów o przyszłości. Widziałam, jak bardzo jest rozdarty między lojalnością wobec rodziny a uczuciem do mnie.
W końcu nadszedł dzień, kiedy musiałam podjąć decyzję. Siedzieliśmy razem na ławce nad Wisłą.
– Michał… Nie chcę być powodem twojego konfliktu z rodziną – powiedziałam cicho. – Ale nie mogę już dłużej walczyć o akceptację ludzi, którzy nigdy mnie nie zaakceptują.
Spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
– Proszę… nie odchodź – wyszeptał.
Ale ja już wiedziałam, że muszę odejść. Dla siebie. Dla własnej godności.
Minęły dwa lata od tamtego dnia. Ukończyłam studia, znalazłam pracę jako nauczycielka w przedszkolu. Czasem mijam Michała na ulicy – zawsze uśmiecha się smutno i spuszcza wzrok.
Często zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy miłość naprawdę wystarczy, by pokonać uprzedzenia? Czy warto walczyć o akceptację za wszelką cenę?
Może to właśnie pytania bez odpowiedzi są najtrudniejsze do zniesienia…