Nikt nie wytrzymał z nową żoną milionera – aż pojawiła się jedna pokojówka, która zrobiła niemożliwe. Moja historia o zemście, tajemnicy i sile przetrwania.

— Wynoś się stąd! — wrzasnęła pani Małgorzata, a jej dłoń z impetem uderzyła mnie w policzek. Zatoczyłam się o krok, czując piekący ból i upokorzenie. W oczach miałam łzy, ale nie pozwoliłam im spłynąć. Wszyscy mówili, że nie wytrzymam nawet tygodnia w tej willi na obrzeżach Warszawy, gdzie nowa żona milionera zmieniała służbę jak rękawiczki. Ale ja miałam swój powód, by zostać.

— Przepraszam, pani Małgorzato — wyszeptałam, ściskając w dłoniach ścierkę. — Już poprawiam.

Wiedziałam, że nie chodziło o źle ułożone sztućce. Ona po prostu musiała komuś pokazać swoją władzę. Służba była dla niej workiem treningowym na frustracje. Słyszałam historie: jedna pokojówka uciekła po trzech dniach, inna po tygodniu. Ja byłam tu od kilku godzin i już dostałam w twarz.

Ale nie mogłam odejść. Musiałam tu zostać.

Mój brat, Tomek, zaginął pół roku temu. Ostatni raz widziano go właśnie w tej okolicy. Policja rozłożyła ręce, a ja… ja postanowiłam działać sama. Przez znajomą z agencji sprzątającej dostałam tę pracę. Miałam nadzieję, że znajdę jakiś ślad.

Willa państwa Nowakowskich była jak z katalogu: marmury, kryształowe żyrandole, obrazy za setki tysięcy złotych. Ale pod tym blichtrem kryło się coś mrocznego. Pan Andrzej Nowakowski był człowiekiem chłodnym i zdystansowanym. Prawie nie rozmawiał z żoną, a syn z pierwszego małżeństwa, Bartek, zamykał się w swoim pokoju i słuchał muzyki tak głośno, że drżały szyby.

Pierwszej nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam na twardym łóżku w pokoiku dla służby i analizowałam każdy szczegół dnia. Coś tu nie grało. Pani Małgorzata była zbyt nerwowa, pan Andrzej zbyt obojętny. Wszędzie czuło się napięcie.

Drugiego dnia zauważyłam coś dziwnego: Małgorzata zamykała się na długo w gabinecie męża. Kiedy wychodziła, była blada i roztrzęsiona. Raz usłyszałam jej szept przez drzwi:

— Jeśli to wyjdzie na jaw, wszyscy jesteśmy skończeni…

Zaczęłam szukać pretekstu, by wejść do gabinetu. Udało się dopiero czwartego dnia, gdy pan Andrzej wyjechał na spotkanie biznesowe, a Małgorzata spała po południu po kilku kieliszkach wina.

Gabinet był urządzony z przepychem: ciemne drewno, skórzane fotele, regały pełne książek. Ale moją uwagę przykuła szuflada biurka — zamknięta na klucz. Przeszukałam szuflady z dokumentami i znalazłam… zdjęcie mojego brata. Był na nim razem z Bartkiem Nowakowskim! Obaj uśmiechnięci, na jakiejś imprezie.

Serce mi stanęło. Co tu robiło zdjęcie Tomka?

Nie zdążyłam dłużej się zastanawiać — usłyszałam kroki na korytarzu. Schowałam zdjęcie do kieszeni fartucha i wybiegłam.

Wieczorem podeszłam do Bartka pod pretekstem sprzątania jego pokoju.

— Przepraszam… Znasz może mojego brata? Tomek Zieliński?

Bartek spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

— Zieliński… Tak, chyba kojarzę. Był kiedyś na imprezie u mnie… Ale potem nagle zniknął.

— Wiesz coś więcej? — zapytałam szeptem.

Bartek zawahał się.

— Lepiej nie pytaj o takie rzeczy przy mojej macosze — rzucił cicho i zamknął drzwi.

Zrozumiałam wtedy, że Małgorzata coś ukrywa.

Następnego dnia podsłuchałam jej rozmowę przez telefon:

— Nie mogę pozwolić, żeby ta dziewczyna grzebała w naszych sprawach! Musisz się jej pozbyć!

Przeszył mnie dreszcz strachu. Ale nie mogłam się wycofać.

Wieczorem Bartek zapukał do mojego pokoiku.

— Muszę ci coś powiedzieć — wyszeptał nerwowo. — Twój brat… On był świadkiem czegoś strasznego. Widział, jak Małgorzata szantażowała mojego ojca nagraniem z jego dawnych przekrętów finansowych. Chciała przejąć całą firmę.

— Co się stało z Tomkiem?!

Bartek spuścił wzrok.

— Nie wiem dokładnie… Po tej nocy już go nie widziałem. Ale słyszałem, jak Małgorzata rozmawiała przez telefon o „pozbyciu się problemu”.

Łzy napłynęły mi do oczu.

— Musimy to ujawnić — powiedziałam drżącym głosem.

Bartek skinął głową.

Przez kolejne dni zbieraliśmy dowody: nagrania rozmów Małgorzaty, dokumenty z biurka Andrzeja, zdjęcia z ukrycia. Wiedziałam już, że Małgorzata nie cofnie się przed niczym.

Pewnej nocy usłyszałam hałas w ogrodzie. Wyszłam po cichu i zobaczyłam Małgorzatę kopiącą coś pod starą lipą. Zrobiłam zdjęcia telefonem.

Następnego ranka zadzwoniłam anonimowo na policję.

Willa zamieniła się w pole bitwy: krzyki, płacz Małgorzaty, pan Andrzej blady jak ściana, Bartek trzęsący się ze strachu. Policja znalazła pod lipą zakopane dokumenty i… telefon mojego brata.

Małgorzatę aresztowano za próbę szantażu i utrudnianie śledztwa w sprawie zaginięcia Tomka. Pan Andrzej musiał odpowiedzieć za swoje przekręty finansowe.

A ja? Zostałam sama z pytaniami bez odpowiedzi i pustką po bracie. Ale wiedziałam jedno: zrobiłam wszystko, co mogłam.

Czasem patrzę na swoje odbicie i pytam: czy zemsta naprawdę przynosi ulgę? Czy warto było poświęcić wszystko dla prawdy? Co wy byście zrobili na moim miejscu?