Między dwoma domami: Kiedy moje rzeczy przestają być moje – szczera spowiedź matki z Warszawy

– Iwona, pożyczysz mi jeszcze ten blender? Wiesz, ten, co dostałaś na ślub? – głos mojej siostry, Magdy, rozbrzmiewał w słuchawce z tą samą pewnością, co zawsze. Stałam w kuchni, patrząc na pusty blat. Blenderu już dawno nie było – oddałam go jej dwa miesiące temu. Miała oddać po tygodniu.

Zerknęłam na Zosię, moją trzyletnią córkę, która bawiła się na podłodze klockami. W głowie kłębiły mi się myśli: „Czy ja jeszcze mam coś swojego? Czy wszystko, co tu jest, jest tylko tymczasowe?” Ostatnio coraz częściej łapałam się na tym, że kiedy szukałam czegoś w domu – dziecięcej kurtki, żelazka, nawet zwykłego kubka – przypominałam sobie, że „pożyczyła” to mama albo Magda. Albo kuzynka Ania.

– Magda, ale przecież masz już ten blender… – zaczęłam niepewnie.

– No mam, ale mama go zabrała do siebie. Wiesz, ona teraz robi te soki dla taty. Poza tym twój jest lepszy. – Jej ton nie znosił sprzeciwu.

Zamknęłam oczy. „Twój jest lepszy” – czy jeszcze coś tu jest naprawdę moje?

Mój mąż, Tomek, od dawna powtarzał: „Iwona, musisz im powiedzieć. Przecież to nie jest normalne. Nasz dom to nie magazyn rodzinny.” Ale jak miałam to zrobić? Przecież to moja rodzina. Mama zawsze powtarzała: „Rodzina to najważniejsze. Trzeba sobie pomagać.” Ale czy pomaganie oznacza oddawanie wszystkiego?

Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz poczułam się naprawdę bezsilna. Była zima. Zosia zachorowała na grypę i szukałam jej ciepłego sweterka. Tego czerwonego z reniferem, który tak lubiła. Przewróciłam całą szafę do góry nogami. Dopiero po godzinie przypomniałam sobie: „Przecież dałam go Ani dla jej synka.” Zosia płakała, a ja czułam się jak najgorsza matka na świecie.

Wieczorem usiadłam z Tomkiem przy stole.

– Iwona, musisz postawić granicę. Oni cię wykorzystują – powiedział spokojnie.

– Ale jak mam to zrobić? Przecież to moja siostra, mama…

– A ty? Ty też jesteś ważna. Zosia też.

Wiedziałam, że ma rację. Ale w mojej głowie wciąż brzmiał głos mamy: „Nie bądź samolubna.”

Kolejne tygodnie były jak powolne rozbieranie własnego życia na części. Mama przychodziła po kolejne rzeczy – „Tylko na chwilę!” – a potem znikały na miesiące. Magda zabierała ubranka po Zosi dla swojej córeczki. Nawet tata poprosił o naszą mikrofalówkę, bo „ich się zepsuła”.

Pewnego dnia przyszła do mnie mama.

– Iwonko, masz może jeszcze ten inhalator? Tata znowu kaszle.

Poczułam, jak coś we mnie pęka.

– Mamo… ja potrzebuję tego inhalatora dla Zosi. Ona też choruje.

Mama spojrzała na mnie z wyrzutem.

– No ale przecież możesz się podzielić! Zawsze byłaś taka dobra…

Wtedy pierwszy raz odważyłam się powiedzieć:

– Mamo, ja już nie mam czym się dzielić. Wszystko oddałam.

Mama milczała przez chwilę, a potem wzruszyła ramionami i wyszła bez słowa.

Zostałam sama w kuchni i poczułam się winna. Jakbym zrobiła coś złego. Jakbym była złą córką.

Wieczorem zadzwoniła Magda.

– Słyszałam, że zrobiłaś mamie awanturę o inhalator. Co ci się stało? Ostatnio jesteś jakaś inna.

– Może po prostu chcę mieć coś swojego – odpowiedziałam cicho.

– Rodzina to rodzina – rzuciła i rozłączyła się.

Przez kolejne dni czułam się jak wyklęta. Mama nie dzwoniła. Magda pisała tylko krótkie smsy o rzeczach do oddania. Nawet Ania przestała wpadać na kawę.

Tomek próbował mnie pocieszać:

– Może muszą się przyzwyczaić do tego, że masz prawo do swoich granic?

Ale ja czułam tylko pustkę i żal. Czy naprawdę bycie sobą oznacza samotność?

Któregoś dnia Zosia przyszła do mnie z płaczem:

– Mamusiu, gdzie jest mój miś?

Zamarłam. Przypomniałam sobie – oddałam misia kuzynce na chwilę dla jej córeczki.

Usiadłam z Zosią na podłodze i przytuliłam ją mocno.

– Przepraszam, kochanie…

Wtedy zrozumiałam: jeśli nie postawię granic dla siebie, nie zrobię tego też dla niej. Muszę nauczyć ją, że ma prawo mieć coś swojego.

Następnego dnia zadzwoniłam do mamy.

– Mamo, musimy porozmawiać. Potrzebuję waszej pomocy w inny sposób – chcę odzyskać część rzeczy i ustalić zasady pożyczania.

Mama była oburzona:

– Co ty wygadujesz? To rodzina!

Ale tym razem nie ustąpiłam.

Rozmowy były trudne. Były łzy i pretensje. Ale powoli zaczęli rozumieć. Magda oddała kilka rzeczy bez słowa. Mama przestała przychodzić po wszystko jak do sklepu.

Nie było łatwo. Czasem czuję się winna. Czasem tęsknię za dawną bliskością. Ale patrzę na Zosię i wiem, że zrobiłam to dla niej i dla siebie.

Czy naprawdę trzeba wybierać między rodziną a sobą? Czy można być dobrą córką i jednocześnie mieć prawo do własnych granic? Może wy mi powiecie…