„Mój zięć chce przepisać dom na swoją matkę – czy powinnam się zgodzić? Moja córka jest w ciąży, a ja boję się o jej przyszłość”
– Mamo, Krzysztof mówi, że najlepiej będzie, jak dom przepiszemy na jego mamę. Ona się wszystkim zajmie, a my będziemy spokojni – głos Natalii drżał, choć starała się brzmieć przekonująco. Stała przede mną w kuchni, z ręką opartą na zaokrąglonym brzuchu. W jej oczach widziałam niepewność i cień strachu.
Zamarłam. Łyżka z zupą zatrzymała się w połowie drogi do ust. Przez chwilę słyszałam tylko tykanie zegara i szum samochodów za oknem. – Natalia, czy ty naprawdę tego chcesz? – zapytałam cicho, patrząc jej prosto w oczy.
Opuściła wzrok. – Krzysztof mówi, że to dla naszego dobra. Że jak dom będzie na jego mamę, to nikt nam go nie odbierze…
Wiedziałam, że to nieprawda. Dom był moją własnością – kupiłam go po śmierci męża, żeby zapewnić córce i jej rodzinie dach nad głową. Przez lata oszczędzałam każdy grosz, rezygnowałam z wakacji i nowych ubrań, żeby tylko mieć pewność, że Natalia i jej dzieci będą bezpieczne. Teraz miałabym oddać wszystko w ręce obcej kobiety?
Wieczorem nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, a w głowie kłębiły się myśli. Przypominałam sobie rozmowy z Krzysztofem – zawsze uprzejmy, ale chłodny. Nigdy nie czułam się przy nim swobodnie. Jego matka, pani Halina, była jeszcze gorsza: wyniosła, krytyczna, zawsze z miną, jakby coś śmierdziało. Czy naprawdę miałabym oddać jej dom?
Następnego dnia Krzysztof przyszedł do mnie sam. Usiadł naprzeciwko przy stole i spojrzał mi prosto w oczy.
– Pani Zofio, to dla wszystkich będzie lepiej. Mama zna się na papierach, wie jak załatwiać sprawy urzędowe. My z Natalią mamy teraz tyle na głowie…
– A co z moją córką? – przerwałam mu ostro. – Co z wnukami? Jeśli dom będzie na pani Halinę, co im zostanie?
Uśmiechnął się chłodno. – Przecież mama nie wyrzuci własnych wnuków na bruk.
Zacisnęłam pięści pod stołem. Przez chwilę miałam ochotę krzyknąć, ale powstrzymałam się. – Krzysztofie, ja ten dom kupiłam dla Natalii i jej dzieci. Nie po to pracowałam całe życie, żeby teraz oddać go komuś innemu.
Wstał gwałtownie. – Pani nie rozumie! Mama jest jedyną osobą, której mogę ufać!
Po jego wyjściu długo płakałam. Natalia przyszła wieczorem i usiadła obok mnie na kanapie.
– Mamo… On się boi. Boimy się wszyscy. Kredyty rosną, wszystko drożeje…
– Ale dlaczego dom ma być na Halinę? – zapytałam szeptem.
Natalia milczała długo. W końcu powiedziała: – On mówi, że jak coś nam się stanie…
– Co ma wam się stać? – przerwałam jej z rozpaczą.
– Nie wiem… Po prostu… On chce mieć pewność.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta jak struna. Unikaliśmy się z Krzysztofem, a Natalia chodziła przygaszona i zamyślona. Widziałam, jak bardzo ją to wszystko boli.
Pewnego popołudnia przyszła do mnie pani Halina. Bez zaproszenia weszła do kuchni i rozsiadła się przy stole.
– Pani Zofio – zaczęła tonem nieznoszącym sprzeciwu – Krzysztof i Natalia są młodzi. Potrzebują wsparcia. Ja wiem najlepiej, jak zabezpieczyć rodzinny majątek.
– A ja wiem najlepiej, co jest dobre dla mojej córki – odpowiedziałam spokojnie.
Zmrużyła oczy. – Proszę nie robić problemów tam, gdzie ich nie ma.
Wstałam powoli i spojrzałam jej prosto w twarz. – To mój dom i moja decyzja.
Wyszła bez słowa.
Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra. Opowiedziałam jej wszystko przez łzy.
– Zosiu, nie daj się zastraszyć! Oni chcą cię zmanipulować! Pomyśl o Natalii i dzieciach!
Tej nocy podjęłam decyzję.
Następnego dnia poprosiłam Natalię na spacer do parku.
– Córeczko – zaczęłam łagodnie – wiem, że boisz się o przyszłość. Ale jeśli przepiszę dom na Halinę, to już nigdy nie będziemy bezpieczne. Ona może zrobić z tym domem wszystko. Nawet was wyrzucić.
Natalia rozpłakała się.
– Mamo… Ja już nie wiem, co robić… Krzysztof grozi odejściem…
Objęłam ją mocno.
– Nie pozwolę wam zrobić krzywdy. Jeśli trzeba będzie walczyć w sądzie – zrobię to.
Przez kolejne tygodnie atmosfera była coraz gorsza. Krzysztof przestał ze mną rozmawiać. Pani Halina rozpuszczała plotki po rodzinie i sąsiadach: że jestem chciwa, że chcę zatrzymać wszystko dla siebie.
Pewnego dnia Natalia przyszła do mnie z walizką.
– Mamo… On kazał mi wybierać: albo on i dom na mamę, albo ty…
Serce mi pękło.
– Córeczko…
– Nie mogę tak żyć…
Przygarnęłam ją do siebie i razem płakałyśmy całą noc.
Dziś minęły dwa miesiące od tamtej nocy. Natalia mieszka ze mną razem z wnuczką i czeka na drugie dziecko. Krzysztof odszedł do matki i przestał się odzywać.
Czasem myślę: czy dobrze zrobiłam? Czy mogłam uratować ich małżeństwo? Ale patrząc na Natalię i moją wnuczkę wiem jedno: bezpieczeństwo rodziny jest najważniejsze.
Czy wy też musieliście kiedyś wybierać między dobrem rodziny a presją innych? Czy można ufać komuś bezgranicznie tylko dlatego, że jest rodziną?