Między młotem a kowadłem: Gdy matka i mąż ciągną w różne strony
Telefon zadzwonił o szóstej rano. Zerwałam się z łóżka, serce waliło mi jak młot. — Kinga, musisz przyjechać, nie dam rady sama! — głos mamy był roztrzęsiony, niemal płaczliwy. Przez chwilę patrzyłam na śpiącego obok mnie Pawła, mojego męża, i czułam, jak narasta we mnie panika. Znowu to samo: mama potrzebuje pomocy, a ja wiem, że Paweł nie będzie zadowolony.
Mam trzydzieści dwa lata, jestem żoną Pawła od siedmiu lat, mamy synka Jasia, który właśnie zaczął pierwszą klasę. Mieszkamy w bloku na warszawskim Ursynowie, kredyt hipoteczny ściska nas za gardło, a codzienność to wieczna żonglerka między pracą zdalną, obowiązkami domowymi i szkołą Jasia. Mama mieszka sama w podwarszawskim Piastowie. Tata odszedł do innej kobiety, gdy miałam piętnaście lat. Od tamtej pory mama była dla mnie wszystkim – opoką, wsparciem, przyjaciółką. Ale ostatnio coraz częściej czułam się jak lina przeciągana w przeciwnych kierunkach.
— Kinga, co się stało? — zapytałam szeptem, żeby nie obudzić Pawła.
— Przywieźli mi dzisiaj nową pralkę. Kurierzy tylko zostawili ją pod drzwiami! Nie mam siły jej wnieść ani podłączyć. Błagam cię, przyjedź z Pawłem — usłyszałam w słuchawce.
Wiedziałam już, że to będzie kolejny dzień na polu minowym. Paweł nie znosi takich sytuacji. Uważa, że mama jest zbyt roszczeniowa, że za często nas angażuje w swoje sprawy. — Twoja matka myśli, że jesteśmy pogotowiem technicznym — powtarzał z ironią.
Wstałam cicho i poszłam do kuchni zrobić kawę. Paweł pojawił się chwilę później, zaspany i już lekko zirytowany.
— Znowu dzwoniła twoja mama? — rzucił bez powitania.
— Tak… Pralkę jej przywieźli. Sama nie da rady…
Paweł westchnął ciężko i spojrzał na mnie z wyrzutem.
— Kinga, ile razy mam powtarzać? To nie jest nasza odpowiedzialność! Ona zawsze coś wymyśli. Jak nie pralka, to szafa, jak nie szafa to ogródek… Ja też mam swoje życie!
— Ale ona jest sama… Tata ją zostawił… — zaczęłam tłumaczyć, ale Paweł już się odwrócił.
— Nie jestem jej synem! — rzucił przez ramię i zamknął się w łazience.
Zaparzyłam kawę i usiadłam przy stole. Czułam się winna wobec mamy i wobec Pawła. Z jednej strony rozumiałam męża – pracuje po dziesięć godzin dziennie jako informatyk, wraca zmęczony i marzy o weekendzie bez obowiązków. Z drugiej strony – mama nigdy nie prosi bez potrzeby. Sama remontowała mieszkanie po rozwodzie, sama dźwigała zakupy przez lata. Teraz jest po operacji kolana i naprawdę potrzebuje pomocy.
Wzięłam głęboki oddech i zadzwoniłam do mamy.
— Mamo… przyjadę sama z Jasiem. Paweł ma dużo pracy — skłamałam.
— Rozumiem… — mama próbowała ukryć rozczarowanie. — Ale może chociaż na chwilę by podjechał? Ja mu zawsze dobrze życzę…
— Mamo, proszę cię… Nie zaczynaj — poprosiłam cicho.
Pojechałam do Piastowa z Jasiem. Pralka była ciężka jak diabli. Pomagał mi sąsiad z parteru – pan Marian, emerytowany wojskowy. Mama patrzyła na mnie z troską i smutkiem.
— Kinga… Ty się wykończysz przez to wszystko. Paweł naprawdę nie mógł przyjechać?
— Mamo, on jest zmęczony… — próbowałam tłumaczyć.
— Zmęczony? A ja nie jestem? Ty też nie jesteś? — wybuchła nagle. — On nigdy nie ma czasu dla mojej rodziny! Tylko jego matka jest ważna!
Zabolało mnie to. Bo rzeczywiście – Paweł dla swojej mamy zrobi wszystko. Jeździmy do niej na każde święta do Radomia, naprawia jej samochód, kosi trawnik na działce. A moja mama? Zawsze jest „problemem”.
Wróciłam do domu późnym popołudniem. Paweł siedział przed komputerem.
— I co? Załatwione? — zapytał bez entuzjazmu.
— Tak… Pan Marian pomógł mi wnieść pralkę.
Paweł wzruszył ramionami.
— No widzisz? Dało się bez mojego udziału.
Nie wytrzymałam.
— Ale czy naprawdę tak trudno byłoby poświęcić godzinę dla mojej mamy? Ona cię nigdy o nic nie prosi!
Paweł spojrzał na mnie zimno.
— Kinga, ja mam dość bycia chłopcem na posyłki! Twoja matka nigdy nie szanuje mojego czasu!
— A twoja matka? Ile razy jeździmy do niej na każde skinienie?!
— To co innego! Moja matka jest sama na wsi! — uniósł głos.
— Moja też jest sama! I co z tego?!
Jasio wszedł do pokoju ze łzami w oczach.
— Mamo… Tato… Nie kłóćcie się…
Zamilkliśmy oboje. Poczułam się podle – przed synem, przed sobą samą. Wieczorem długo płakałam w łazience. Czułam się rozdarta na tysiąc kawałków: córka czy żona? Kogo mam wybrać?
Następnego dnia zadzwoniła teściowa Pawła.
— Kinga, Pawełku… Przyjedziecie w sobotę? Trzeba mi pomóc z ogrodem przed zimą…
Paweł nawet nie spojrzał na mnie pytająco – od razu odpowiedział:
— Oczywiście mamo! Będziemy!
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
Wieczorem wybuchła kolejna awantura.
— Dlaczego dla swojej matki możesz wszystko zrobić, a dla mojej nic?!
Paweł wzruszył ramionami.
— Bo moja matka mnie nie wykorzystuje! Twoja zawsze czegoś chce!
— A może po prostu nie widzisz tego, co chcesz widzieć?!
Przez kolejne dni atmosfera w domu była lodowata. Mama przestała dzwonić – obraziła się na dobre. Ja chodziłam jak cień: w pracy byłam rozkojarzona, w domu spięta i smutna. Jasio zaczął mieć problemy w szkole – pani wychowawczyni zadzwoniła do mnie:
— Pani Kingo, Jasio jest ostatnio bardzo zamknięty w sobie… Czy coś się dzieje w domu?
Poczułam się jak najgorsza matka świata.
W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do mamy porozmawiać szczerze.
— Mamo… Ja już nie daję rady być między wami. Kocham cię i chcę ci pomagać, ale muszę też dbać o swoją rodzinę…
Mama spojrzała na mnie łagodniej niż zwykle.
— Wiem córciu… Przepraszam cię za wszystko… Po prostu czasem czuję się taka samotna…
Przytuliłyśmy się obie i długo płakałyśmy.
Wieczorem porozmawiałam z Pawłem.
— Paweł… Proszę cię tylko o jedno: trochę empatii dla mojej mamy. Ona naprawdę nie chce nas wykorzystywać. Chce tylko poczuć się ważna…
Paweł milczał długo, potem westchnął ciężko.
— Dobrze… Spróbuję następnym razem inaczej na to spojrzeć…
Nie wiem, czy coś się zmieniło na zawsze. Ale wiem jedno: życie między młotem a kowadłem to codzienność wielu kobiet takich jak ja. Czy można być dobrą córką i dobrą żoną jednocześnie? Czy zawsze trzeba wybierać jedną stronę? A może najważniejsze jest to, by nie zapomnieć o sobie?